So, 18 grudnia 2010, 19:28
18 grudnia, sobota
TRENING
11,1 km
tylko, bo miałam problemy żołądkowe, a tylko godzinę na bieganie.
Bleee, ciężko, źle.
22 grudnia, środa
TRENING
12,5 km
1 godzina i 3 minuty; tempo 5,03 min/km
Rano egzamin. Zdałam na szczęście, bo żebym się jakoś uczyła to nie powiem...czasu brakło.
Bieganie? Nawet niezłe tempo, jak na tragiczne warunki. Trochę kopnego śniegu, roztopów, asfaltu. Plucha.
Potem zakupowe 4 godziny (zmęczyły mnie bardziej niż trening).
21 grudnia, czwartek
TRENING
14,2 km
1 godzina i 16 minut, tempo 5,24
Warunki bardzo ciężkie- kopny śnieg (rozwilgocony) na Stawach Stefańskiego w Łodzi.
Ciepło.
BARTUŚ
Raczkuje coraz bardziej energicznie...
Mogłaby się ta pogoda zdecydować...
BARTUŚ
Jest bogatszy o kilka samochodzików... Ma też samolot-jeździk i mini-boisko do koszykówki.
Wczoraj szaleli z siostrą cioteczną... oj, było głośno i gwarno.
Ona jest starsza o 4 miesiące, ale on już większy od niej. I silniejszy, choć jeszcze mniej sprawny. Śmiesznoty z nich
Mocny pierwszy zakres, możliwe że chwilami przechodzący w drugi. Milutko, nawet przebłyski jakby-słońca.
15,5 km
Średnia prędkość: 4,38 min/km (zależna od oblodzenia).
Czas: 1:11:40
Miejsce - Popioły (Łódź)- polecam łodzianom- asfalt, po którym przejeżdża jeden samochód na godzinę. Do samego szpitala posypane i odśnieżone, dalej trochę gorzej. Górki. Przewyższenie wyszło +450/-450m. Przyjemnie.
Najszybszy kilometr 4,23 (czternasty), najwolniejszy 5,0 (pierwszy).
PODSUMOWANIE TYGODNIA 5/2011:
wprowadzenie do treningu właściwego
Liczba treningów: 7 - tylko spokojne bieganie (aura niesprzyjająca mocniejszym akcentom...)
Liczba kilometrów: 91,7
W poniedziałek pojechaliśmy do Wisły. Bez Małego - taki pierwszy po porodzie wypad we dwoje.
Bieganie było w planie, ale za dużo przeszkód na drodze...
Pięknie. Góry w śniegu.
Wtorek - 11 km
Czwartek - 5,4 km
Wróciliśmy do Łodzi, gdzie w piątek miałam startować w Biegu Sylwestrowym, ale po zapoznaniu się z prognozami pogody postanowiliśmy jechać do Warszawy w noc czwartkowo-piątkową. Szkoda mi było... ale marny jeszcze ze mnie kierowca, więc pewnie tak było lepiej.
Sylwester. Bartuś u drugich dziadków.
Dopiero dziś byłam w stanie biegać.
2 stycznia 2011, niedziela
17 km po Lesie Kabackim ( akurat zerwała się śnieżyca), tempo 4,51 min/km.
Teraz będę miała mało czasu na pisanie bloga... obym w ogóle miała czas... 