DOM napisał(a):
9 września, czwartek
Dzisiaj po raz pierwszy od dawna nie chciało mi się biegać. Ale, że miałam już "zamówioną" teściową to poszłam...
12,2 km
Gdzie ta piękna polska jesień?
Uświadomiłam sobie, że w Biegu Bemowa będę musiała biec bardzo szybko.
Chyba w ten weekend odpuszczę sobie starty. Chwilowo czuję przesyt- a dopiero dwa razy się ścigałam... W tamtym roku obstawiałam po 6-10 imprez miesięcznie... co mądre nie było, ale sprawiało frajdę. Tak samo jak alko-imprezy piątkowo-sobotnie. Teraz mój organizm, pomimo permanentnego niewyspania (nie dlatego, że Bartuś nie śpi w nocy, ale ponieważ gdy już zaśnie... to nagle można coś porobić. Wyjść na trening, ugotować, posprzątać, pointernetować, pooglądać TV. A rano wstajemy 6-7) nie jest obciążony balowaniem. Ach, starzejemy się...
Jeszcze jedno.
Po co mi siłownia, jeżeli przez 2-3 godziny dziennie noszę 8kg obciążenia?



Ach, kołacze mi się w głowie ten maraton...i głupia myśl, że może już nigdy nie będę w takiej formie. Że zamiast planować złamanie 2,50 lepiej najpierw złamać trójkę.
A ja już po treningu również.
Spokojne 12 km. I trzy trzydziesto-sekundowe przebieżki.
Pełen relaks.
Tylko w głowie w dalszym ciągu dylemat maraton or not maraton
Przespał noc z nami w łóżku. A raczej nie przespał, ale z nami. Również nie śpiącymi.
Bidulek
Słabo
Jakby na to nie patrzyć - nie jestem z siebie zadowolona.
No, życiówka jest, ale co to za progres
Na moje usprawiedliwienie:
- Garmin pokazał 5,2 km
- zakręt gonił zakręt, nie było żadnej prostej
a dwie agrafki
- wiał cholerny wiatr
- musiałam skakać prze smycz, bo piesek...
- omijać źle zaparkowane samochody
- walczyć z kolką od 3 km
- i od 3 km biec zupełnie samotnie. Następna zawodniczka przybiegła 2 minuty później 