Cz, 26 sierpnia 2010, 07:14
25 sierpnia, środa
Niestety było dużo do załatwienia i mogłam wybrać się na bieganie dopiero po zmroku. A to już tak wcześnie! Uwielbiam jesień, szczególnie tą wczesną jesień, ale tak szybko robi się ciemno...
9,5 km luźniutko, równo po ok. 4,56 min/km
Najważniejsze o tej porze to nie dać się potrącić! Kierowcy jeżdżą po osiedlach jak opętani. Za nic mają pieszych, a już biegnących w ogóle nie zauważają. I tu niestety muszę napisać parę złych słów o kobietach-kierowcach: nie patrzą, nie reagują dostatecznie szybko, są takie rozkojarzone. Oczywiście generalizuję, ale... tak wynika z moich obserwacji. Także samej siebie.



dla dobra stosunków rodzinnych.
9,5 km spokojnego biegu i 6 przebieżek (też na luzie).
28 sierpnia, sobota
no...pierwsza wygrana...od dawna. Od urodzenia Bartusia na pewno.
I Bieg Bobra.
Biegłam na luzie, z ogromnym zapasem. Zaczęłam wolno, także Kasia (kapan) i jeszcze jedna dziewczyna były z 200 metrów przede mną na pierwszym kilometrze (ok. 3,45 min/km). Ale już na 1,5 wyprzedziłam dziewczę, które ewidentnie za szybko zaczęło, na dwójce doszłam Kasię i wiozłam się za nią do 5 km (ok. 18,40). Ale dłużej już nie wytrzymałam i zaatakowałam. Szybko odskoczyłam i tak już zostało.
Nie wiem skąd u mnie taka szybkość i swoboda.
Może to te góry. Górki
A co do samych zawodów to niestety duża wpadka organizacyjna. Źle zabezpieczona trasa, 90% startujących (w tym ja i kapan) nadłożyła 800 metrów. Niby nic, ale potem trzeba było jeszcze "walczyć" o miejsca. Na szczęście dominacja moja i Kasi była bezsprzeczna. W tym miejscu ukłon w stronę trzeciej zawodniczki za fair play.
Poza tym trasa fajna, jedzenie na mecie bez ograniczeń. Nawet jakaś woda była na trasie, ale w padającym deszczu nie kusiła
no wstyd po prostu.
Ale smaczne nawet było 