Sobota, 17 grudnia (i piękna JESIEŃ)FALENICA, Warszawskie Biegi Górskie - 10KM
Zaczęło się źle...
Cały piątek bolała mnie głowa...
W nocy obudziłam się z "postępującym przeziębieniem", bolało gardło, nos zatkany...
Kilka proszków i rano było nieco lepiej.
Ale brak snu wciąż na poziomie kilku brakujących godzin...
Cel? Bardzo chciałam złamać 40 minut, ale nie do końca wierzyłam, że to możliwe. Forma w lesie, samopoczucie średniawe.
Pobiegłam spokojnie, równo.
Nigdy nie byłam w Falenicy tak niezmęczona.
Złapałam 39:53.
Lepiej od zeszłorocznej życiówki o ponad półminuty...
A to dopiero grudzień...
I nawet na ostatnim podbiegu wyprzedziłam jacka Gardenera....
Hm...
Już się nie mogę doczekać obozu:)
N, 18 grudnia 2011, 09:30
Dziś ledwo-ledwo, oj...
Nogi nie bolały, ale jakoś tak słabo mi się biegało (musiałam o 7 rano, a tego nie lubię).
17,5km w tempie 5,08min/kmTydzień 3 WIOSNA/LATO 2012:
76,5 KM.
Wciąż jest dobrze...
Pn, 19 grudnia 2011, 16:11
Poniedziałek, 19 grudnia!!! (a zimy niet. Jak pieknie!)
Dzisiaj tak "lajtowo", w biegu.
10,3 km BNN w tempie 12,5km/h.
Nachylenia bez szału, ale fajnie mi się biegło (niebo-a-ziemia w porównaniu do wczoraj...)
Troszkę ćwiczeń na uda.Ta newralgiczna część ciała...A tu jeszce butki, w których udało mi się pokonać wydmę:)
Oficjalny czas: 39:47
POLECAM!!!! Naprawdę rewelacja
:):)
:):)Śr, 21 grudnia 2011, 08:13
Wtorek, 20 grudnia
Walczę z chorobą...
Oj, walczę...
10 minut drabinki, 10 km plus sauna.
Niestety poprawy brak.
Chyba jest coraz gorzej...Czemu ja zawsze choruję na święta, długie weekendy, wakacje?
NIESPRAWIEDLIWE!
So, 24 grudnia 2011, 13:35
WESOLYCH I ZDROWYCH ŚWIĄT DLA WSZYSTKICH.Ja niestety od środy dogorywam... Zatoki mi żyć nie dają, a co tu mówić o bieganiu:(:(:(Śr, 28 grudnia 2011, 11:42Niestety bakterie...także od wczoraj na antybiotyku:(
Rozsądek zwyciężył i postawiłam na lekarza, zanim choroba stanie się naprawdę groźna.
Obóz biegowy - no, wszyscy biegają... oprócz mnie.
Wczoraj wyszłam na chwilę, licząc że organizm sam to jednak zwalczy, ale szybko "urwałam" się do lekarza. Nie ma co czekać. Im szybciej zacznę walczyć z chorobą tym lepiej.
Aj...
So, 31 grudnia 2011, 14:51
31 grudnia 2011
Kończy się grudzień (już), kończy się rok...
spirala nakręca się, bo czas mija coraz szybciej...
pora na małe podsumowanie.
Zacznę jednak od obozu. Trochę pechowego. Cóż...Żałuję, że nie poszłam do lekarza wcześniej, ale sądziłam, że "sposobami chałupniczymi" uda mi się zwyciężyć wirusa. No ale jednak do gry dołączyły się bakterie.
Od wtorku - 5 dniowa kuracja antybiotykiem.
We wtorek rano jeszcze poszłam na trening (w bardzo złym stanie 11,5 km) i urwałam się przed końcem, by popędzić do lekarza.
Już pierwsza dawka lekarstwa pomogła wygrać z bólem głowy! Dlatego wieczorem poćwiczyłam na hali (głównie rozciągając się).
W środę opuściłam poranną wycieczkę biegową i przeleżałam do obiadu w łóżku.
Po południu ćwiczyłam na haki (core stability).
W czwartek rano głód biegania zwyciężył, ale trening był spokojny (12,5km z czego 11 biegu z prędkością powyżej 5min/km plus 10 przebieżek).
W piątek wycieczka biegowa (móh Garmin pokazał 26km, 2:45). Spokojnie, miło i przyjemnie (oczywiście w najszybszej grupie...w której "przetrwały tylko 3 osoby...). Trochę za bardzo wiało... Na górze zima w pełni.
Po południu hala (bardzo lajtowa).
Dziś - w sobotę, 10,6km spokojnego biegu.
I masaż. Oj, niezły masaż!! Boli na samo wspomnienie;)
Czy mądrze jest biegać w trakcie choroby?
Innym nie polecam...
Czuje się już dobrze, tylko Sylwester mnie przeraża. Jakoś wizja kilku godzin w szpilkach do mnie nie przemawia...
A rano małe zawody biegowe...tak na otrzeźwienie;)
A przecież Bartuś i tak obudzi się przed siódmą...
Miłej zabawy i Szczęśliwego Nowego Roku. Nas czeka jeszcze hala 😀
I ostatnia dawka antybiotyku.
Aj...
So, 31 grudnia 2011, 14:51
31 grudnia 2011
Kończy się grudzień (już), kończy się rok...
spirala nakręca się, bo czas mija coraz szybciej...
pora na małe podsumowanie.
Zacznę jednak od obozu. Trochę pechowego. Cóż...Żałuję, że nie poszłam do lekarza wcześniej, ale sądziłam, że "sposobami chałupniczymi" uda mi się zwyciężyć wirusa. No ale jednak do gry dołączyły się bakterie.
Od wtorku - 5 dniowa kuracja antybiotykiem.
We wtorek rano jeszcze poszłam na trening (w bardzo złym stanie 11,5 km) i urwałam się przed końcem, by popędzić do lekarza.
Już pierwsza dawka lekarstwa pomogła wygrać z bólem głowy! Dlatego wieczorem poćwiczyłam na hali (głównie rozciągając się).
W środę opuściłam poranną wycieczkę biegową i przeleżałam do obiadu w łóżku.
Po południu ćwiczyłam na haki (core stability).
W czwartek rano głód biegania zwyciężył, ale trening był spokojny (12,5km z czego 11 biegu z prędkością powyżej 5min/km plus 10 przebieżek).
W piątek wycieczka biegowa (móh Garmin pokazał 26km, 2:45). Spokojnie, miło i przyjemnie (oczywiście w najszybszej grupie...w której "przetrwały tylko 3 osoby...). Trochę za bardzo wiało... Na górze zima w pełni.
Po południu hala (bardzo lajtowa).
Dziś - w sobotę, 10,6km spokojnego biegu.
I masaż. Oj, niezły masaż!! Boli na samo wspomnienie;)
Czy mądrze jest biegać w trakcie choroby?
Innym nie polecam...
Czuje się już dobrze, tylko Sylwester mnie przeraża. Jakoś wizja kilku godzin w szpilkach do mnie nie przemawia...
A rano małe zawody biegowe...tak na otrzeźwienie;)
A przecież Bartuś i tak obudzi się przed siódmą...
Miłej zabawy i Szczęśliwego Nowego Roku. Nas czeka jeszcze hala 😀
I ostatnia dawka antybiotyku.



