Zaczynamy trening 2014… i wierzę, że jesień będzie moja

Niestety początek roku nie ułożył się dla mnie pomyślnie. Najpierw kontuzja, potem choroba. Zatem zaczynam od zera, a nawet od poziomu minusowego – po 10 dniach antybiotykoterapi.

Teraz muszę być szczególnie ostrożna. Mój organizm jest osłabiony, do pełni zdrowia wiele brakuje (uroki posiadania małych dzieci – one chorują dwa-trzy dni, a my-mamy nie możemy dać wirusom rady:( ) Niestety zaatakowało mnie kilka paskudztw, do tego doszło zapalenie zatok i problemy żołądkowe. Masakra… delikatnie mówiąc (bo kilka dni temu chciałam umierać…).

Dzisiaj 7 km, tempo 5,07 min/km. Ciężko. Ale biegłam! I to wcale nie tak wolno, jak mi się wydawało.

 

Dodaj komentarz