SUPPORT na biegach

Jestem przeciwniczką supportu (pomocy zawodnikowi przez osoby z zewnątrz) na biegach. Wychodzę z zasady, że w sporcie indywidualnym, a takim jest bieganie, uczestnik wyścigu powinien radzić sobie sam, korzystając tylko z punktów odżywiania/nawadniania zapewnionych przez organizatora, ewentualnie z pomocy innych uczestników biegu, gdy ci wyrażą taką wolę. Odnosi się to zarówno do biegów krótszych, jak i ultramaratonów. Tylko wtedy zawodnicy mają takie same szanse na zwycięstwo. W moim idealnym świecie – teamt serwisów nie istniałby – byłoby to traktowane jako niedozwolony doping i zabronione oraz surowo karane.

Żyjemy jednak w rzeczywistości, w której dość duża liczba biegów serwis dopuszcza, czy wręcz wymusza na zawodnikach. Nie chcę za bardzo podpaść naszym ultra-ultramaratończykom, ale osobiście nie kupuję koncepcji, w której to cały team pracuje na indywidualny sukces biegacza podczas wyścigu. Na różnych punktach trasy odpowiednie osoby dbają o dobór suplementów, napojów, pomagają schładzać się, zapewniają masaże, przebiórki rzeczy. Zawodnik ma tylko biec i ufać, że pomocnicy zrobią resztę roboty. Wolałabym, żeby na zawodach biegacz musiał sam troszczyć się o wszystkie aspekty wyścigu. No, ale tak nie jest – lubię czy nie – muszę to zaakceptować. Co oznacza, że będą sytuację, w których zostanę niejako postawiona pod ścianą – bez odpowiedniego serwisu znajdę się na straconej pozycji. Te biegi (jak np. 24h) – mają serwis wpisany w strategię – tak jest i już! (podoba mi się, czy nie) i szacunek należy się tym, którzy serwisują najlepiej, oczywiście wykonując to, co jest dozwolone.

mont1

Przedsmak strat związanych z brakiem własnego serwisu miałam na Mistrzostwach Polski w ultramaratonie – zawodniczki, z którymi walczyłam zapewniły sobie pomoc. Ewa Majer nie musiała tracić czasu na punktach, bo jej ludzie większość czynności wykonywali za nią. Było to dozwolone w regulaminie biegu. Ja też mogłam zabrać ze sobą ekipę. Nie zrobiłam tego, bo uważałam, że bez tego uda mi się zwyciężyć (choć na trasie okazało się, że nie było to takie proste w skrajnych warunkach). Poza tym nie mam ekipy ( na razie;). Ten fragment piszę tylko dlatego, żeby zaznzaczyć, że część imprez na pewno będzie rozwijać się w kierunku angażowania teamów, co naturalnie wymuszać będzie tworzenie całych zespołów pracujących na sukces. I znowu, może mi się to nie podobać, ale nie mogę pozwolić sobie na przegrywanie tylko dlatego, że nie zadbałam o wsparcie z zewnątrz, które regulamin dopuszcza. Byłoby to nierozsądne, i to mnie stawiające w złym świetle, a nie innych zawodników korzystających z możliwości serwisu.

No właśnie – regulamin! Organizatorzy niektórych imprez wyraźnie zaznaczają, że jakakolwiek pomoc zawodnikowi z zewnątrz będzie karana dyskwalifikacją (lub karą czasową). Wielokrotnie jednak nie jest to ujęte w regulaminie lub nie do końca doprecyzowane. Pojawiają się sytuacje, gdy któremuś z zawodników towarzyszy rowerowy przyjaciel lub dostarczane są żele, czy napoje na trasie, ale konkurencja nie śpi i pojawiają się protesty. Protesty całkowicie uzasadnione, choć czasami nieco wyolbrzymiające sytuacje pomocy. Bo bywa, że na trasie maratonu pojawi się znajomy na rowerze, z którym zawodnik nie uzgadniał pomocy, ale ten poczęstuje wodą, czy przejedzie jakiś odcinek motywując biegacza. Czy to jest zabronione? Czy to jest moralnie nieuczciwe? Trochę tak, ale nie dopatrywałabym się w tym oszustwa.aa

Niemniej, żyjemy w czasach, w których jesteśmy obserwowani przez social media, przez innych ludzi, którzy wielokrotnie czerpią satysfakcję z wyłapywania naszych potknięć. Nie zamieciemy nic pod dywan, udając, że się nie wydarzyło. Najlpeiej zatem, zawsze zapoznac się z regulaminem imprezy, w której bierzemy udział. Unikniemy pomówień o oszustwo. A oszukiwania NIE LUBIĘ. Niet lubię, gdy ktoś CELOWO łamie zasady. Jaki smak ma wtedy zwycięstwo, czy ukończenie zawodów?

Czytając swego czasu książkę o Pam Reed czułam niesmak. Nie wiem, czy ktoś jeszcze miał podobne myśli, ale cholernie nie podobało mi się, że zawodniczka chwali się, że wygrała morderczy ultramaraton, bo jej partner zaprojektował spiskiwacz, z którym jej ekipa cały czas biegła obok . Przecież inni zawodnicy nie mieli takiej pomocy! Gdzie tu moc superbierbiegaczki? (http://www.magazynbieganie.pl/pam-reed-krolowa-pustyni/). Potem Pam miała z tego tytułu kłopoty, bo organizatorzy szybko zabronili tego typu nowinek technologicznych ewidentnie ułatwiających zawodnikowi bieg.

Kontynuując temat supportu – w wyścigach traithlonowyh Iron Man drafting został zabroniony, a w biegach ulicznych IAFF postanowił uznawać tylko te rekordy kobiet, które uzyskane zostały bez męskiej pomocy. Zatem i tutaj ciekawy temat do dyskusji, choć na razie każdy może umówić się z „zającem’, który poprowadzi mu bieg (to naprawdę ułatwia osiągnięcie dobregu rezultatu, szczególnie, gdy wieje duży wiatr).

Konkluzja? Chciałabym, żeby na biegach zawodnicy byli zdani tylko na siebie. Nie byłoby wtedy tematu pomocy z zewnątrz, dyskusjii czy coś było zabronione, czy może nie do końca. Wiem jednak, że na to się nie zanosi, dlatego szanujmy obowiązujące zasady! Regulaminy są po to, by je przestrzegać, a Organizator może zdyskwalifikować każdego, kto się im nie podporządkowuje. Nie ważne, czy mówimy o czołowych zawodnikach, czy zamykających stawkę. Wspomnę, że swego czasu (jeszcze 4-5 lat temu) najwięcej protestów wnosili zawodnicy z kategorii 70+ doszukując się nieuczciwości u swoich konkurentów. Bo tam też jest walka I każdy chce, by była uczciwa.

 

Dodaj komentarz