Śr, 20 października 2010, 10:09
Miniony tydzień to porażka (biegowa).
Dochodzę do siebie po zatruciu. Nie wiem, czy będzie sens startować w niedzielę.
Na razie jest kiepsko
Do tego wszystkiego Bartuś przestał przesypiać noce i płacze.
Ja wiecznie niewyspana.
Oj, niech mu te ząbki już wyjdą...



Potem siłownia.
Dwa seanse w saunie.
Mniam.
Tylko jeden problem...
Czy komukolwiek się to zdarzyło???
Obtarłam sobie...
obojczyki...
aj, boli...
ALE obojczyki????
A dziś tylko aerobik.
Bartuś na gimnastyce szalał
Z wózkiem.
Kabaty.
Jakoś ciężej niż ostatnio.
Ale szybciej.
I ostatecznie byłam mniej zmęczona.
15 km, średnia 5,06 min/km...no no- całkiem, całkiem.
Aż mi głupio, że z wózkiem wyprzedzam tyle osób. Nawet Babiarza wyprzedziłam, próbował się jeszcze z kilometr trzymać, ale potem odpuścił. Nie ten poziom
Pozdrowienia Beato- wyglądałaś na jeszcze bardziej zamyśloną ode mnie...
Kabaty. Milutko. Trochę wietrznie. Takie bieganie- ściemnianie, czyli nie pamiętam jak biegłam, bo odpłynęłam w świat różnych dziwnych myśli. Oczywiście miłych
Bo naprawdę potem może nie być już okazji. No ale nie ma tego złego... zaczniemy trenować. Cel- 2,50
