Do zobaczenia wkrótce na zawodach
Do zobaczenia wkrótce na zawodach
Praktycznie od razu po porodzie mogłam swobodnie chodzić, szybko zaczęłam się regenerować. Mały przyszedł na świat dwa tygodnie po terminie wynikającym z miesiączki, mniej więcej w najpóźniejszym terminie wynikającym z USG. Ważył 3100g, miał 54 cm (długie nogi, szczupły).
Moja waga przed ciążą- 52,5 kg. Przed porodem 63,5 kg (plus 11 kg). W pierwszym i drugim trymestrze przytyłam po 4 kg, w trzecim 3 kg (waga "stanęła" trzy tygodnie przed porodem). W trzeciej dobie po porodzie 58 kg. Zostało 5,5 kg (połowa z przybranej masy).
W trakcie ciąży najlepiej czułam się w 5-8 miesiącu. Biegałam regularnie do końca szóstego miesiąca, truchtałam do początków ósmego. Ostatni trymestr regularnie chodziłam na gimnastykę dla ciężarnych i jogę. Zaprzestałam ćwiczeń tydzień przed porodem (czułam się już bardzo ciężka, miałam duże wahania ciśnienia i temperatury). Spacerowałam jednak do końca.
Teraz (4 dni po porodzie) czuje się już zupełnie "sprawna", myślę że na dniach zacznę ćwiczyć i biegać. Pierwszy spacer z małym mam już za sobą- jak będzie dalej, zależy od pogody.
Jestem bardzo szczęśliwa
Napisane: So, 10 kwietnia 2010, 08:38
Do zobaczenia wkrótce na zawodach 
gimnastyka, głównie ćwiczenia na pośladki
Remont się skończył. Teraz dokańczamy...dokupujemy...
Zabrałam się za pranie rzeczy dla maluszka i próbuję spakować torbę do szpitala.
No i już nie mogę się doczekać...
Napisane: Cz, 4 marca 2010, 12:39
Zima jeszcze nie odpuściła, ale wiosna dzielnie atakuje.
W słońcu jest naprawdę pięknie. A ja czuję się szczęśliwa
gimnastyka dla kobiet w ciąży. Samopoczucie rewelacyjne.
To naprawdę niesamowite, jak w ciąży, dynamicznie zmieniają się możliwości fizyczne. Bywa, że jednego dnia można góry przenosić, a już następnego ciężko ruszyć brzuch z łóżka. Nieprawdą jest też twierdzenie, że to w końcówce jest najtrudniej. Jest naprawdę różnie. Ja np. w ósmym miesiącu miałam problem z dłuższymi spacerami i nie ruszałam się bez kijków, a teraz "śmigam" wyprzedzając innych przechodniów i ciągle mało mi ruchu. Są niestety dni, gdy łapią mnie skurcze i wtedy pozostają aktywności statyczne.
Dzisiaj miałam małą przygodę (głupią) z samochodem...nie miałam siły odblokować ręcznego
musiałam prosić jakiegoś przechodzącego pana o pomoc...
A przy okazji wiosny i nowych ramówek różnych stacji telewizyjnych to polecam "Usta-usta". Lekko i przyjemnie, można się pośmiać.
I cóż...wracam do prasowania...
Napisane: Śr, 10 marca 2010, 09:14
gimnastyka dla kobiet w ciąży. I dłuuuugii spacer. Ale nic nie pomaga- mały nie chce wyjść.
Onet zapowiedział, że 22 marca dolecą do Polski bociany, może to coś znaczy...
Pozostaje mi tylko czekać i stosować łagodną perswazję
bo żadne "sposoby" się nie sprawdzają...
Ciekawe, że od kilku dni systematycznie wzrasta mi ciśnienie i puls spoczynkowy. Przez większość ciąży ciśnienie miałam takie, jak zazwyczaj (90/60, max 106/96). A wczoraj doszło już do 128/82 (nigdy w życiu nie osiągnęłam takich wartości!). Łudzę się, że to też oznaka zbliżającego się porodu. Choć są chwilę, że wątpię, że ja kiedykolwiek urodzę...
Napisane: N, 21 marca 2010, 07:13
gimnastyka dla kobiet w ciąży
intensywny spacer
i inne takie
Staramy się przekonać Bartusia do "wyjścia". Ale nie daje łatwo za wygraną. Będzie zodiakalnym baranem, zatem uparciuch...
Tymczasem wiosna!!!
Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałam przyszły te cieplejsze dni ...
Napisane: Wt, 23 marca 2010, 13:01
plus 5 dni po terminie
gimnastyka dla kobiet w ciąży
spacer ok. 8 km
bieg za autobusem
i nic
joga
wieczorem będzie jeszcze szkoła rodzenia i głupiutkie ćwiczenia (niestety za wiele dobrego nie mam na ten temat do powiedzenia...)
Dzisiaj byliśmy na USG. Mały waży kilogram osiemset, także w normie. Termin nam wypada na 28 marca.
gimnastyka dla kobiet w ciąży
1,2 km truchtu
Zaczynamy remont. Nie wiem jak to przetrwam...Robotnicy zapowiedzieli swoją bytność od ósmej do ósmej...Będzie ciężko.
Poza tym znowu dopada mnie kryzys- mam wrażenie, że ta ciąża trwa od wieków i miną wieki nim się zakończy (i jest ściśle powiązana z tegoroczną, długą zimą).
Dodatkowo dołujące (a raczej męczące) jest chodzenie do szkoły rodzenia w godzinach 19-22, dwa razy w tygodniu. Na wczorajszych zajęciach dwóch panów spało, kilku słuchało z przerażeniem i niesmakiem na temat różnych kolorów wód płodowych (bita godzina wykładu). Nie sądzę, by była to wiedza potrzebna przyszłym tatusiom... Jestem zdania, że spora część zajęć powinna odbywać się osobno dla grupy męskiej i żeńskiej.
Gimnastyka dla kobiet w ciąży (najbardziej męczy mnie machanie rękami...)
2 km truchtu (dzisiaj bardzo dobrze mi się biegło, gdybym miała więcej czasu pewnie pociągnęłabym dłużej)
Poza tym podróż do Łodzi, czyli półtoragodzinne opóźnienie pociągu, następnie półgodzinny postój w polu. W efekcie nie zdążyłam nic załatwić. Niech żyją koleje (i ich rózne spółki, matki, córki czy też siostry cioteczne). Najbardziej denerwujące jest to, że informacja o opóźnieniu pociągu pojawiła się dopiero 5 minut po jego planowym przyjeździe, a stacja z której wyruszał to Warszawa Wschodnia (zatem nie jakieś hen hen za górami). Początkowo podano, że opóźnienie będzie wynosić 20 minut. Następnie, że 35. Kolejna informacja, mówiła że opóźnienie wzrosło do godziny. Potem nie było już komunikatów, a zaginiony pociąg-widmo nadjechał po 90 minutach. I choć ostatnio jestem zadziwiająco spokojna, to stanie na proklienckim Dworcu Centralnym doprowadziło mnie do frustracji (i zziębnięcia). Niby nihil novi, ale...
Wynagrodziłam sobie straty moralne manicurem i pedicurem (ten ostatni był mi szczególnie potrzebny, bo do paznokci u stóp nie jestem w stanie dosięgnąć).
Napisane: N, 7 lutego 2010, 08:01
Piątek i sobotę spędziłam bardzo aktywnie, pomimo że nie zaliczyłam żadnych "sportów". Skompletowałyśmy z moją mamą praktycznie całą wyprawkę, choć już wiem, że wiele rzeczy trzeba będzie jeszcze dokupić. Małego jeszcze nie ma na świecie, a ja już czuję, że wydatków na dzidzię nie będzie końca (do osiemnastki, przynajmniej
). Następnym etapem będzie wyposażenie pokoiku dziecięcego. Najpierw jednak musimy skończyć remont, co przewidziane jest dopiero na początek marca.
W sobotę postawiłam się rodzicom (którzy pewnie słusznie bali się o mnie i o Bartusia) i po raz pierwszy od egzaminu na prawko (odebrałam dopiero w piątek) wsiadłam sama do samochodu i przyjechałam do Warszawy. Pierwsza samodzielna jazda w ósmym miesiącu ciąży, w zimie, na niezbyt bezpiecznej trasie Łódź- Warszawa. Na szczęście wszystko poszło gładko i szybko. A teraz wreszcie będę bardziej mobilna. I uniknę bezsensownych myśli na temat chorób, którymi zarażają mnie kaszlący pasażerowie komunikacji miejskiej. Jak mnie denerwuje, że ludzie nie potrafią kaszleć w chusteczkę, albo po prostu pozostać w domu, gdy są chorzy. Grrr....
Żeby troszkę zmienić wydźwięk i pokazać, że potrafię coś więcej niż tylko narzekać, słów kilka o tym, co się dzieje w naszym ogródku. Otóż mamy istną inwazję sikorek, które wyczuły słoninkę i codziennie prezentują nam swoje kształty. Raz kruk próbował dobrać się do tego specjału, ale chyba mu nie zasmakowało...Kilka dni temu pojawiła się też wielka kuropatwa. Przemaszerowała kilka razy w tą i z powrotem, po czym z gracją zawinęła swoje ciężkie cielsko i odleciała (tyle mięska...
).
Napisane: Wt, 9 lutego 2010, 15:24
Gimnastyka dla kobit w ciąży. Plus pół kilometra na rozgrzewkę.
W Warszawie jest bardzo mało zajęć sportowo-rekreacyjnych dla kobiet w ciąży. A przecież mamy ponoć baby boom i przyrost naturalny po raz pierwszy od kilkunastu lat jest na plusie. W Gymnasionie właśnie zlikwidowali yogę dla ciężarnych. W tym klubie pozostaje już tylko gimnastyka, która po zachodniej stronie Wisły realizowana jest tylko w dwóch miejscach, łącznie trzy razy w tygodniu. W innych klubach jest jeszcze gorzej (takie zajęcia praktycznie nie istnieją albo oparte są na osobie jednego instruktora, którego brak powoduje zawieszenie lekcji). Gimnastyki w szkołach rodzenia nie chce mi się komentować (choć może ktoś trafił na miejsce, gdzie takowa jest prowadzona sensownie). Cóż, może po ciąży pora pomyśleć o stworzeniu cyklu takich zajęć dla przyszłych mam (gimnastyka, joga, spacery z kijami, basen, relaks). Z popytem nie powinno być problemu.
Napisane: Cz, 11 lutego 2010, 14:27
Znowu sypie śnieg. Od rana napadało już kilka ładnych centymetrów. Na szczęście jest cieplej.
Gimnastyka dla kobiet w ciąży.
Może zatem kilka słów o tym, jak wyglądają takie zajęcia w FC Gymnasion. Zaczyna się od rozgrzewki typowej dla aerobiku, ale muzyka jest wolniejsza (i na szczęście ciszej). Nie ma podskoków, ani trudnej choreografii- krótkie układy bazują na podstawowych krokach. Trwa to ok. 10-12 minut. Potem są ćwiczenia wzmacniające (najpierw wykonywane w pozycjach stojących, potem na piłkach, a na końcu na matach). Pracują głównie mięśnie ud i pośladków oraz obręcz barkowa. Liczba powtórzeń jest mniejsza niż na tradycyjnych zajęciach, a każda trudniejsza seria ćwiczeń przeplatana jest czymś łatwiejszym. Na koniec rozciąganie i relaks. Łącznie ok. 60 minut.
Napisane: Wt, 16 lutego 2010, 14:13
34 lub 35 tydzień. Zależy jak liczyć.
gimnastyka
plus kilka kilometrów spaceru po śniegu (dziwnej konsystencji).
Już mnie wszystko wkurza: ciąża, remont, ludzka głupota, przedłużająca się zima, kałuże roztopionego śniegu, bolący kręgosłup, ciężki brzuch, brak smacznych warzyw, zbyt krótkie dni... Dobra, dalej już mi się nie chce wymieniać. Generalnie mam dość
Nawet z czytaniem mam problem, bo nie mogę znaleźć odpowiedniej pozycji. Z oglądaniem Igrzysk też nie jest dobrze.
Ale mam już ciepłą wodę i gaz! Dwa dni w wymarzniętym domu, w trakcie remontu, bez możliwości kąpieli...to nie było miłe!
Napisane: Pt, 19 lutego 2010, 07:29
Miałam zachować formę i optymizm, ale mam wrażenie, że nic z tego nie wyszło
Ostatnio wszystko jest na opak, a na nadmiar szczęścia nie mogę narzekać. Jakieś przeklęte fatum.
Gimnastyka na którą nie miałam ochoty. Czułam się obolała i ociężała. Kompletny brak energii (odwrotnie proporcjonalny do aktywności Bartusia, który zdaje się nigdy nie spać...i upodobał sobie jedno miejsce pod moimi żebrami, w które precyzyjnie trafia swoimi stópkami...)
Remont nie ma końca. Zero prywatności, bałagan, unoszący się dookoła pył.
Zima też nie ma końca, choć we znaki dają się rozpoczynające roztopy. Budżet miasta stołecznego nie ma już pieniędzy na odśnieżanie, więc będzie ciekawie. Może jednak uda się przetrwać. Contra spem spero.
Wt, 23 lutego 2010, 12:50
36-ty tydzień
Powoli zbliżamy się do końca. Zarówno remontu, jak i ciąży...
Dzisiaj gimnastyka plus 2 godziny spaceru. Jest coraz trudniej- chyba wszystkie kilogramy poszły mi w brzuch, bo wystaje niemiłosiernie. Środek ciężkości znacznie się przesunął.
Optymistycznie nastraja pogoda i prognozy na najbliższe dni.
Napisane: Cz, 25 lutego 2010, 13:03
gimnastyka
plus codzienna porcja ruchu przy sprzątaniu. Jest szansa, że jutro remont się skończy. A przynajmniej jego zasadnicza część. I będzie można posprzątać. Oraz przygotować torbę do szpitala, bo to już czas.
Zdjęcia brzucha postaram się zamieścić. Teraz jest naprawdę imponujący (tzn. wystający, mam półeczkę pod piersiami
)
Waga: 62,5 kg, zatem już całe 10 kg do przodu.
Waga: + 8kg (60,5 kg)
Liczba przebiegniętych (przetruchtanych) kilometrów: 96 km (w 11 jednostkach treningowych)
Dodatkowe aktywności: joga x 4
gimnastyka dla ciężarnych x 1
basen x 3
7 dniowy pobyt w górach- PODSUMOWANIE
Waga + 1kg (60,8 kg)
Basen- 6 razy (jednorazowo średnio 1km, większość żabką)
Biegania brak, ale przetuptane sporo.
Liczba przeczytanych książek- 5
W Sylwestra Bartuś dał mi do wiwatu. Był strasznie niespokojny, chyba w ogóle nie spał, cały czas się wiercił. Byłam szczerze zaniepokojona. Do tego wybuchające petardy potęgowały moje zdenerwowanie
i jego również... Ale jakoś daliśmy radę (i wytrzymaliśmy do 24, by już chwilę potem smacznie spać). Przespałam (lub przynajmniej przeleżałam) cały pierwszy dzień roku. Czułam się źle, na zewnątrz było buro i niestety powyżej zera
Napisane: Wt, 5 stycznia 2010, 13:08
Dochodzę do siebie po urlopie
Ładna pogoda, biały śnieg prószył dziś od rana. Udało mi się wyspać
Waga: 60,3 kg
Wolniutkie 4 km. Potem godzina gimnastyki dla kobiet w ciąży.
Roznosi mnie energia;)
). I nie chodzi mi o wypowiedzi niegrzeczne, prymitywne, obrażające. Ot, po prostu o stosunek do świata. Na to przecież nie ma monopolu. Co najśmieszniejsze, ci co walczą (czasem metodami iście inkwizycyjnymi) o nieubliżanie innym, etc, zazwyczaj właśnie inności nie potrafią zaakceptować.
To tyle frustracji na dzisiaj. Może wyszło trochę lakonicznie i niezrozumiale, ale ostatnio mam więcej czasu na przemyślenia. Stąd ten wpis. Postuluję o więcej dystansu.
Inną kwestią są beznadziejnie prostackie (och, chyba obrażam, zostanę posłana do piekła) wypowiedzi osób, które cały czas coś krytykują. Głownie imprezy biegowe i ustrój (jakoś tak nierozerwalnie to się wiąże). Ale o tym innym razem. A może Beauty mnie wyręczy
Teraz o pogodzie. Brak słońca. A przecież dzień coraz dłuższy...
Napisane: Pt, 8 stycznia 2010, 14:39
Dziś szczęśliwy piątek. Udało mi się zdać egzamin na prawo jazdy, w sumie za drugim razem, także nie jest źle. Ale nie chciałabym tego stresu przeżywać po raz kolejny. Cały ten ośrodek egzaminacyjny, jego wystrój, miny pracujących tam ludzi...to wszystko potęguje uczucie stresu. Wsiadając do samochodu czułam, że cała drżę. Na szczęście tym razem Bartuś mi nie przeszkadzał. Spał spokojnie. Poza tym pan egzaminator się spieszył, bo o 14 kończyła się zmiana, a ja wsiadłam do samochodu o 13:15. Z jego postawy wyczytałam, że chciałby mnie szybko oblać. Dlatego poddałam się na starcie... i tym samym przestałam denerwować. Okazało się to słuszną strategią
Powoli staję się sybarytą...
Waga: 60,4 kg
Joga. Przed egzaminem, na odstresowanie.
Robiliśmy dziwne rzeczy. Jakieś stanie na głowie z nogami w górze... w życiu bym nie pomyślała, że kobieta w ciąży jest w stanie takie ewolucje wykonać. A jednak! I ponoć to zdrowe dla dziecka. Cóż, mały nie protestował. Ale jutro poczuję dawno nie używane mięśnie...
N, 10 stycznia 2010, 17:59
Ależ piękna pogoda. Taka zima to jest to! Żebym jeszcze mogła pobiegać w tych wspaniałych warunkach. Niestety to zbyt niebezpieczne. Mimo to wczoraj półtorej godziny odgarniałam śnieg (niezła zabawa), a dziś dwugodzinny spacer z kijami po Kabatach. Śnieg póki co nielepki, także bałwana nie udało się stworzyć
Pozazdrościłam też Justynie Kowalczyk narteczek. Sprawię sobie takie na przyszły rok, bo to musi być niezła zabawa. To dziwne, że jeszcze nigdy w życiu nie miałam biegówek na nogach. A myślę, że nieźle bym sobie radziła, zwłaszcza łyżwą. I w tym miejscu zatęskniłam też do lodowiska. Sama z siebie to bym się raczej nie przewróciła, ale boję się, że ktoś mógłby mnie potrącić. Także tej zimy raczej nici z jeżdżenia. No i podwójnego axla raczej bym nie śmignęła, a i z piruetami mógłby być problem
Napisane: Pn, 11 stycznia 2010, 16:34
29-ty tydzień
Piękna zima
Joga. Zaczyna mi się podobać. Pomimo że zmęczenie zupełnie inne od tego "biegowego". Dzisiaj wykonywałyśmy takie asany, że pewnie niejedna osoba w pełni sił miałaby problemy. Mały miał niezłą karuzelę.
Poza tym intensywne porządki. Spodziewam się najazdu rodziny. Musiałam też uciąć sobie drzemkę w ciągu dnia. Ogarnęła mnie taka błogość, że prawie zasnęłam nad książką.
Waga: 60,2 kg
Mały ma już w pełni rozwinięty węch. Zapamiętuje zapachy (a ja go dzisiaj podtruwałam środkami czystości
).
U dziecka wykształcony jest też zmysł odczuwania temperatury (zatem dobrze, że mieszka jeszcze w brzuszku. Nie trzeba go ubierać na mróz, ani martwić się, że będzie mu za zimno lub za gorąco).
A ja? Czuję się naprawdę dobrze. To dziwne, bo to już trzeci trymestr,a brzuch coraz większy.
Śr, 13 stycznia 2010, 09:00
4,3 km truchciku
gimnastyka dla kobiet w ciąży
waga: 60,8 kg
Napisane: Cz, 14 stycznia 2010, 13:08
2,7 km truchtu (niestety czułam się bardzo niekomfortowo. Mały się odkopywał, było mi duszno).
10 minut na stepperze
gimnastyka dla kobiet w ciąży. Dziś przede wszystkim ćwiczenia na pośladki. Przyda się
Waga: 60,4 kg
Zmęczyłam się. Rano joga, potem podróż do Łodzi, 2 godziny u dentsyty
Muszę się wyspać.
Waga: 60,7 kg
Napisane: Pn, 18 stycznia 2010, 10:43
30-ty tydzień
Weekend miałam dość męczący, głównie za sprawą pobytu w Łodzi. Niestety teraz każda podróż daje mi się we znaki, a nasze pociągi...i w tym miejscu ciekawostka, dla tych co być może kiedyś wybiorą się w stronę stolicy włókiennictwa (niegdysiejszej, bo dziś temu miastu daleko do jakiejkolwiek stolicy. Nie sądzę też, żeby Łódź mogła otrzymać zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, ale trzymam kciuki. Póki co jest tam szaro, smutno, ulice nieodśnieżone- nawet w centrum, dziury w asfalcie, ludzkie miny przygnębiające, zdecydowana przewaga roszczeniowych emerytów nad młodzieżą...) Otóż jeszcze w grudniu z Łodzi do Warszawy można było dostać się całkiem wygodnymi pociągami-tramwajami obsługiwanymi przez spółkę PKP. Bilet kosztował 32 PLN. Teraz sytuacja zmieniła się, bo trzeba wybrać przewoźnika. Nie ma już PKP, mamy natomiast Tanie Linie Kolejowe (jak sama nazwa wskazuje...tanie. Cena biletu 39 PLN...) lub Interregio (cena 23 PLN). Niby nie powinno być problemu, ale... nie każdy przecież wie, że doszło do takich zmian. W kasie zamawiając bilet "ot, po prostu do Łodzi" pani sprzeda ten za 39 PLN. Jeżeli osobnik z takim kwitkiem wsiądzie do pociągu IR czeka go przykra niespodzianka (a zrozumienia u konduktora nie uświadczysz). Otóż zostaniesz nazwany oszustem, podróżnym bez biletu, nałożą na Ciebie karę. Cóż, udogodnienia!
Wczoraj niedokończony spacer (bolał mnie brzuch).
Dzisiaj od rana joga. I muszę się przyznać, że przez całe zajęcia myślałam tylko o... jedzeniu. Nawet w trakcie relaksu, oddychają głęboko, miałam przed oczyma słodką bułkę z jabłkiem.
Napisane: Wt, 19 stycznia 2010, 13:31
Jestem niewyspana
Gimnastyka dla kobiet w ciąży (z naciskiem na uda i pośladki)
1,7 km truchtu
plus powrót do domu ok. 4 km szybkim marszem
Waga: 61 kg
Znowu nie śpię. Nie mogę. Usypiam na chwilę, po czym budzę się przed drugą i kręcę z boku na bok. W końcu koło czwartej nie wytrzymuję, wstaję. Piję mleko, włączam komputer i oglądam AO. Masakra...biorąc pod uwagę fakt, że w dzień też nie mam możliwości wyspania się, bo sąsiedzi mają dramatyczny remont (dramatyczny, bo chyba młotem rozwalają wszystkie ściany, głowa mi pęka, nie da się wytrzymać [sic!]).
W środę wieczorem byliśmy na pierwszych zajęciach szkoły rodzenia. Nie dowiedziałam się niczego nowego, ale trzymam kciuki za następne spotkania. W końcu to aż 9 zajęć po 2,5 godziny. Małemu raczej się nie podobało, bo było okropnie gorąco (a my jesteśmy przyzwyczajeni do temperatury w domu +16 stopni).
Waga: 61,0 kg Napisane: Cz, 21 stycznia 2010, 20:29
Dzień kolejny minął, dzień... bardzo intensywny, choć bez ćwiczeń fizycznych. Oczywiście nie wyspałam się
Od dziesiątej do pierwszej byłam na sesji zdjęciowej dla Runner's Worlda do artykułu na temat biegania w ciąży. Ubrania udostępniła marka Asics, dzięki czemu mogę co nieco powiedzieć o prezentowanej w bieganie.pl kolekcji. Otóż zła wiadomość jest taka, że produkty, które możemy oglądać przy okazji artykułu będą dostępne dopiero w okresie jesienno-zimowym (niestety, bo kolorystyka świetnie sprawdziłaby się w słoneczne dni). Tymczasem stroje na okres wiosna-lato są w bardzo stonowanej kolorystyce i nie odbiegają od asortymentu, do którego przyzwyczaili nas inni producenci. Dominują czernie i klasyczne formy.
Jeżeli chodzi o kolekcję jesień- zima http://bieganie.pl/?show=1&cat=4&id=1540 to przede wszystkim muszę pochwalić jakość materiałów (są miłe w dotyku, wyglądają bardzo przyzwoicie, solidnie). Spokojnie można wybrać zestawy do bardziej "profesjonalnego" biegania. Kolorystyka jest bogata, fasony odpowiednie dla różnorakich figur i gabarytów. Ja polecam 
joga
Mam dość. Ta zima trwa już za długo!

40 minut intensywnego spaceru
8 minut orbitreka
gimnastyka dla kobiet w ciąży
1,3 km truchtu
Waga: 61,0 kgNiby w ciąży fizjologicznej można biegać do końca. Niby. Bo jak poruszać się szybciej niż 8km/h, gdy brzuch waży kilka albo kilkanaście kilogramów. Ciężko. I niezdrowo dla kręgosłupa.
Oczywiście są wyjątki (tzn. kobiety, które nie przybierają wystarczająco kilogramów lub takie, którym dodatkowa masa jakoś inaczej się odkłada
. Mnie wystaje arbuz, który znacznie utrudnia o wiele prostsze czynności niż bieganie. Teraz truchtam, wolno stąpając noga za nogą, człapiąc, wyznaczając ciałem jak najmniejszą amplitudę. Ale to takie nudne...Napisane: Cz, 28 stycznia 2010, 14:35
gimnastyka dla kobiet w ciąży
3 km truchtu
plus noszenie zakupów
No tak, czas mija, a zima nie. Dziś wróciłam z zakupów- cała mokra i brudna, bo w naszym kraju kierowcy (mężczyźni, czyli ci lepsi ich zdaniem) cierpią na brak empatii, nie mają umiejętności lub są po prostu złośliwi
Jedzie taki (tu najchętniej użyłabym epitetu) i specjalnie wjeżdża z pełną prędkością w brudną breję śnieżno-wodą, ochlapując biednych pieszych (oczekujących na pasach czy na przystankach). Ponoć za to są mandaty. Ponoć, bo jakoś nie spotkałam się z karaniem za takie przestępstwo (a niszczenie cudzego mienia jest przestępstwem). Nie sądzę też, że spisując numery rejestracji takiego *** mogłabym dochodzić swoich praw. Cóż, u nas pieszy zawsze jest obywatelem drugiej kategorii. Mimo to ja naprawdę nie widzę sensu, żeby kilometrowy odcinek pomiędzy domem a sklepem pokonywać samochodem (chyba, że model amerykański jest nam, aż tak bliski. Wtedy świetnie- samochodem do sklepu czy do kosza na śmieci- najlepiej z użyciem GPS-a, a w międzyczasie frytki i hamburger w fastfoodzie, podgryzając chipsem lub innym smakołykiem grrr...).
W tym miejscu czas na podsłuchaną rozmowę jednej mamuśki, która w sklepowej kolejce chwaliła się przez telefon koleżance, że zostawiła mamie dziecko do popilnowania. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mama nie mieszkała w USA...Maluszek został podstawiony pod skyp-ową kamerę, a obserwacja i niańczenie prowadzone było z drugiej części globu. Nierozsądek czy znak czasów?
Przez czytanie ciążowych bzdur opuściłam się w rozsądniejszej literaturze... Przez pierwsze 14 dni stycznia przeczytałam 16 książek. Od piętnastego już tylko dwie....
Napisane: Pt, 29 stycznia 2010, 13:10
Temperatura oscyluje wokół zera, gdzieniegdzie uwidaczniają się roztopy.
Joga
A tak poza tym, to nic mi się nie chce... a tu tyle wątpliwych atrakcji zaplanowanych na weekend...
Dzidziuś mojego brata powinien pojawić się na świecie do niedzieli
3 grudnia, czwartek
Musiałam się wyspać. W związku z tym po śniadaniu 2 godziny dodatkowej drzemki. Od razu lepiej
Waga: 58,7 kg
15 km w 92 minuty.
Kilkudniowy odpoczynek wzmógł głód ćwiczeń
Do tego mój mężczyzna obiecał, że też zacznie biegać. Trzeba będzie go pilnować!
Wczoraj nie udało mi się zebrać. Dzień spędziłam statycznie. Może dlatego, że w nocy nie mogłam spać i potem cały dzień chodziłam senna. Poza tym zaczęłam czytać "Bikini" Wiśniewskiego i jakoś nie chciało mi się odrywać od lektury;) Polecam książkę- autor ewaluował znacznie od "Samotności w sieci" i zaczął pisać trochę mniej infantylnie. Poza tym dotyka tematu końca wojny, jakby od strony "nie-Polaka". Ciekawe (choć oczywiście lekkie, łatwe i przyjemne;) ).
Waga: 58,7 kg
13 km w 78 minut.
Dziś przyjeżdżają na obiad rodzice- także przede mną jeszcze sprzątanie
A Maciek właśnie biega (to już trzeci dzień
) I jeszcze nie słyszałam, że to nudne 
Dziś nad ranem mój młodszy brat został ojcem. Urodziła mu się córeczka.
Ja wczorajszy dzień poświęciłam w dużej mierze leniuchowaniu (i telewizorowaniu- oczywiście sportu...Poza tym książka- polecam z całym przekonaniem: "Igrzyska w Berlinie" Guy Waltersa. Świetnie napisana, oparta na dokumentach.).
13,5 km w 84 minuty.
Nie czułam się najlepiej. Myślę, że muszę trochę przystopować z bieganiem.
Myślałam, że zemdleję po pierwszym pobraniu krwi (a tu trzeba było jeszcze godzinę bez jedzenia czekać na kolejne kłucie).
Dziś odpuszczam wszelkie aktywności.
Waga: 58,6 kg, ale dziś nadrobiłam z nawiązką (taka byłam osłabiona).
W nocy w ogóle nie spałam. Nie mogłam znaleźć "pozycji", poza tym czułam się zdenerwowana...Fakt, musiałam wstać o 6 rano, ale skąd te nerwy?
Waga: 59,0kg
Zastanawiałam się czy powinnam dzisiaj ćwiczyć. Postanowiłam jednak wyjść do Gymnasionu. Było bardzo "lajtowo". Najpierw 5 km w 31 minut, potem 20 minut na crosstreinerze i 3km truchto-marszu. Na koniec rozciąganie.
Teraz czuje się o niebo lepiej.
W czwartek bardzo źle się czułam. Bolał mnie brzuch, byłam słaba. Aż poszłam do lekarza. Uspokoił mnie, że tak się dziej w ciąży, kazał brać nos-spę, odpoczywać.
W piątek joga dla kobiet w ciąży. Nie lubię tych ćwiczeń (są takie nudne), ale uspakajają mnie. Potem pojechałam do Łodzi. Odwiedziłam moją bratanicę (urodzona w poniedziałek). Przy okazji tej wizyty zaczęłam obawiać się porodu, a raczej tego, że długo będę dochodzić do siebie. Żona mojego brata nie wyglądała najciekawiej po tych kilku dniach...Ja tak nie chcę!
Czuję, że muszę znacząco zmniejszyć objętość treningu. Mam wyższe tętno, jest mi ciężej, no i coraz bardziej obawiam się o maluszka.
Dziś 9 km dokładnie w godzinę; dodatkowo swobodne 15 minut na crosstrainerze. Potem długie rozciąganie.
Napisane: Pn, 14 grudnia 2009, 10:18
Joga dla kobiet w ciąży.
Na dziś wystarczy.
Przyszła zima. O dziwo o czasie. Zrobiło się jakby przyjemniej, choć chwycił mróz. Niestety jestem jakby bardziej głodna...
Zimno. Nie ma słońca, jednodniowy śnieg zszarzał. Ślizgawica.
Moje samopoczucie nie najlepsze, rzekłabym że wręcz kiepskie. Wybrałam się poćwiczyć, ale brzuch szybko zaczął mnie boleć, czuję też plecy po wczorajszej jodze
4km w 26 minut plus 24 crosstreinera.
Źle mi było, wolałam odpuścić. Może jutro będzie lepiej, choć nie wiem, czy się wyrobie z treningiem, bo muszę wreszcie wybrać się na zakupy świąteczne...Grrrr. Nie lubię zakupów
nie w ciąży, nie w zimie, nie w tłoku...
Napisane: Śr, 16 grudnia 2009, 17:21
Mróz. W sklepach powariowali i grzeją ponad miarę (chyba w ramach kryzysowych oszczędności).
Czy wiecie, że aż 80% dzieci urodzonych w 25-tym tygodniu ma szanse przeżycia...w USA. U nas niecałe 50%. Te statystyki są okropne, ale wizyta w szpitalu dopiero daje odczuć w jakim trzecim świecie żyjemy.
10 km w 65 minut plus 8 minut crosstreinera.
Czułam się o niebo lepiej niż wczoraj.
So, 19 grudnia 2009, 18:38
Dwa dni odpoczywałam. W ciąży organizm słabo się regeneruje
Potrzeba dużo snu...
Waga: 59,1 kg
9,5 km w 63 minuty plus 10 minut na crosstreinerze.
A na zewnątrz tak pięknie!
Na szczęście już niedługo tydzień w górach
Napisane: N, 20 grudnia 2009, 18:16
Piękna zima
Gdy świeci słońce to nawet w mieście mróz nie taki straszny...W domu temperatura utrzymuje się w granicach 15-17 stopni. Drewno w kominku skwierczy.
Oczywiście sporą część dnia spędziłam oglądając sporty zimowe (już wiem po co mam telewizor
).
Waga: 59,2 kg
Wiedziałam, że dziś nie dam rady zbyt wiele, ale mimo to poćwiczyłam godzinkę. 5,5 km w 38 minut. 18 minut na crosstreinerze.
Pn, 21 grudnia 2009, 10:15
26-ty tydzień
Zimnooooo. A dziś nie będzie słońca
-13 stopni. I pada śnieg.
Waga: 59,3 kg
Joga dla kobiet w ciąży. W zimnej sali...brrr...zimnym rankiem....
Napisane: Wt, 22 grudnia 2009, 12:43
Wczoraj było bardzo źle. Przeleżałam całą drugą część dnia. Bolały mnie nerki (chyba nerki). Muszę się przebadać. Z tym problemem męczę się już pare lat
Gimnastyka dla kobiet w ciąży (byłam pierwszy raz; to w ramach "luzowania" od biegania). Na rozgrzewkę 1,5 km truchtu.
Czuje się dobrze. Ale spokojna nie jestem...
Napisane: N, 27 grudnia 2009, 18:38
...i po Świętach. Na szczęście;) Co za dużo to niezdrowo.
Waga: 59,8 kg
7 km w 47 minut. Plus 15 minut na crosstreinerze. Wszystko bardzo spokojnie i ostrożnie. Ale po tylu dniach bez ćwiczeń nie sposób wysiedzieć (zwłaszcza, że bezruch męczy mnie teraz najbardziej). Najgorszą czynnością jest natomiast zakładanie butów!!!
W poniedziałek dotoczyliśmy się do Tatrzańskiej Łomnicy. Droga była długa, bo pod Radomiem (tak jak drogowców) zaskoczył nas śnieg. O dziwo na Zakopiance większych problrmów nie było.
Hotel, w którym mamy sposobność noclegować rodem z filmów Barei. Nawet papaier toaletowy z tych najtwardszych, brązowych. Do niewątpliwych zalet należy natomiast "basen pod ręką", także raniutko, przed śniadaniem pływam (o dziwo, brzuch nie sprawia żadnych kłopotów nawet przy kraulu!!).
Wczoraj było przepięknie. Słońce, lekki mrozik. Maciek cały dzień szalał na desce, ja łaziłam. I podziwiałam krajobrazy.
Dwudziesty tydzień. Półmetek.
Niełatwa sprawa, bo ciąża to całkowita odmiana znanej mi dotychczas codzienności. A jak pokazuje obserwowana rzeczywistość niektóre kobiety w ciąży zakwitają, inne tyją na potęgę i wpadają w depresję. Jak jest ze mną?
Mam lat 27. Chyba idealny wiek na macierzyństwo. Jak większość ciąż (przynajmniej tak mówią jakieś tam mało wiarygodne statystyki) moja również nie została starannie zaplanowana. Po prostu okazało się, że test wyszedł pozytywnie;) Stało się to w momencie, gdy zaczęłam przygotowania do sezonu jesiennego. Moja forma była wówczas na obiecującym poziomie. Pod koniec maja przebiegłam maraton w 3:00:26. Pod koniec lipca (czwarty tydzień, ale o tym oczywiście nie wiedziałam) 5km w 18:31 i byłam niezadowolona z siebie. Czułam, że mogę szybciej...ALE przyszło okropne załamanie, niespotykana dotąd senność i niechęć do biegania. Pomyślałam- zmęczenie materiału, przejdzie.
Kilka faktów. Waga przed ciążą 52,5 kg. Wzrost 162cm (i to się chyba nie zmieniło). Rozmiar ciuchów XS. Dieta- dużo słodkiego. Dużo mięska. Często ulubiony napój, czyli piwo...Przyzwyczajenie nie do zmiany- poranna kawa plus jogurt naturalny. Codzienne bieganie. Miesięcznie ok. 350-400 km.
Drugi miesiąc, czyli sierpień.
Wstręt do biegania. Jakieś sporadyczne starty w zawodach. Dużo pracy. Dwa kilo do przodu.
Trzeci miesiąc - wrzesień.
Wstręt i brak czasu na bieganie. Pracy jeszcze więcej. Organizm domaga się snu i odpoczynku. Nie ma jednak kiedy. Kolejne dwa kilo wprzód.
Czwarty miesiąc, czyli drugi trymestr. Październik.
Powoli akceptuję sytuację. I biorę się za siebie. Choć nie pomaga w tym infekcja i paskudna pogoda. Przerzucam się na bieżnię elektryczną w Gymnasionie. Jest ciężko, bo albo nie mam siły albo mam jej za dużo. A o szybkim bieganiu muszę zapomnieć. 182 km marszobiegu w ciągu miesiąca. Zaczynam kontrolować wagę- "tylko" kilogram wprzód.
Sytuacja wyjściowa: 57,5 kg (+5 kg).
Piąty miesiąc.
Ogólna ospałość.
Pogoda niesprzyjająca (to tak optymistycznie...).
Krótkie podsumowanie pierwszego tygodnia listopada.
1 listopada - spacer 11 km w 2 godziny. I dużo snu.
2 listopada - bieganie 14,7 km w 88 minut.
4 listopada - bieganie 12 km w 74 min (średnia ok 10km/h)
6 listopada - marszo-bieganie 10,5 km w 68 minut. System 3 minutowych marszów.
7 listopada - 12,5 km w 81 minut. Jest coraz ciężej. Trzeba pomyśleć o gimnastyce dla ciężarnych. Tętno zaczyna niebezpiecznie przyspieszać.
Paskudny dzień. Słońcu nie udało się przebić przez mgłę i chmury.
Obudziłam się niewyspana i jakaś taka "wczorajsza".
Waga: 57,7 kg
Zamiast treningu dwugodzinna drzemka w ciągu dnia.
Pomalowałam też jedną ścianę w garażu. Kolor biały, bo to dopiero baza. Zapach farby nie podobał się małemu.
na początek było całkiem zdrowo: jogurt, kawa z mlekiem, dwa jajka z chrzanem.
Obiad to dorsz gotowany. Oczywiście z chrzanem. I 4 pomidory. I kiwi.
Potem już zachcianki. Pierniczki alpejskie i ptasie mleczko.
Oj, dzisiaj ciężki i zabiegany dzień. A pogoda nadal marna, choć ociepliło się troszkę. Ze snu wyrwana zostałam dźwiękiem okropnego sygnału-budzika z komórki.
Waga: 57,7 kg
Rano dwie godziny jazd- tak, tak dopiero teraz robię prawko:( Zapisałam się na egzamin. 24 listopada...To będzie pierwsze raz...
Potem 3 godziny szopingu. Jak ja tego nie lubię! Męczy mnie chodzenie po sklepach, ale dziś musiałam (sprawy wyższej wagi).
Wreszcie o 17 bieganie
13,5 km w 85 minut. Bieżnia elektryczna i dławiący smród spoconych ciał. Dziś mój węch był wyjątkowo wyczulony...
Rano kawa z mlekiem, jogurt naturalny i łosoś wędzony.
Na obiad resztki dorsza zapieczonego żółtym serem, pomidory (ach, to już nie ten smak co jeszcze miesiąc temu!) i ptasie mleczko (dużo ptasiego mleczka).
Kolacja to kiwi, jabłko i grejfrut ( nie mam pojęcia jak po polsku poprawnie napisać nazwę tego cudownie kwaskowego cytrusa... muszę się doedukować
)
Jest brzydko, mgła zalega nad Polską; zimno
Dzień w drodze. Prawie 7 godzin w samochodzie. Małemu się nie podobało
Dziś bez ćwiczeń. Niestety nie ma kiedy. Właśnie dotarliśmy pod granicę niemiecką. Siedzenie w jednej pozycji w samochodzie zmęczyło mnie bardziej niż niejeden trening.
rano: kawa z mlekiem, jogurt naturalny i twarożek
w międzyczasie: baton firmy, której nie chcę reklamować, mentosy i jabłko
obiad: flaki i pierogi.
Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszcza. Poza tym mamy święto narodowe
Dziś dzień wypoczynkowy (w końcu święto).
Ok. 8 km spaceru; dużo snu.
Rano: jajecznica, żółty ser i wędliny, pomidorki.
Po południu: sola (pokaźna sztuka) z warzywami na parze i kluskami śląskimi (zestawienie naprawdę dobrze się komponowało). Niestety wieczorem też niezdrowa coca-cola.
Kilka dni byłam bez netu. Nie ćwiczyłam, dużo jadłam (dużo za dużo) i wiele godzin spędziłam w samochodzie.
Zimno, deszczowo.
Dziś 14,5 km. 91,5 min.
Nazbierało się we mnie energii do rozładowania i pomimo sennej aury udało się zrobić całkiem niezły trening. Oczywiście tętno pod kontrolą.
Małe w trakcie biegania było spokojne.
Pada, jest szaro i smutno, choć temperatura ok. 8 stopni.
Trening: 11 km w 72 minuty. Było ciężko, ledwo udało mi się zmobilizować. Brzuch rośnie z dnia na dzień.
17 listopada, wtorek
Pogoda bez zmian 🙁
Waga: 58,1 kg
Dziś chyba nie będę biegać, mam dużo do załatwienia.
Ładny dzień (pierwszy raz tej jesieni
)
Waga: 57,7 kg (dziwny i niewytłumaczalny spadek od wczoraj)
11,5 km w 73 minuty. Samopoczucie niedookreślone... Dziwne sygnały od małego nie pozwoliły mi na dłuższy trening, choć tak naprawdę zmęczona nie byłam.
A jutro...USG i... bardzo prawdopodobne, że poznam płeć. No i generalnie "zobaczymy" co u dzidzi... Denerwuje się.
Śniadanie od kilku dni zmodyfikowałam. Jogurt naturalny pozostał, ale zamiast zwykłej kawy - kawa zbożowa z siemieniem lnianym (świetny patent na zaparcia, czyli problem numer jeden w ciąży...). A smak? Rewelacja i daje poczucie sytości
II śniadanie: 2 kanapki ciemnego chleba z pasztetową i 4 pomidory.
Obiad: kurczak z pieczarkami i marchewką. Niestety smażony, ale smaczny... Banan plus jabłko na deser.
No i super!!!
19 listopada, czwartek
Za oknem brzydko (siąpi deszcz, wieje przeokrutny wiatr), ale ciepło.
Waga: 58,1 kg
Oj, dziś działo się
Po pierwsze USG (jak to skomentował mój mężczyzna - chłopczyk waży już tyle, co małe piwo...). Wszystko wydaje się być ok, rozwija się prawidłowo.
Potem dwie godziny jazd (już we wtorek egzamin!!!)
No i trening- 10,5 km w 65 minut.
Mój brzuch się rozrasta. Dziś po raz pierwszy ustąpiono mi miejsca w autobusie
Rano: kawa zbożowa, siemię lniane i jogurt
II śniadanko: morele i dwie szklanki soku z marchwi (przydaje się sokowirówka, którą wygrałam na jakiś zawodach
)
Przekąski: chałwa w czekoladzie i kit-kat
Późny obiad: potrawka z kury (dużo potrawki)
Ładna pogoda. Odpoczywałam (choć nie czułam się jakoś strasznie zmęczona). Za to mały rusza się coraz więcej
Waga: 58,3 kg
Źle spałam (swędziały mnie łydki, mały się wiercił).
Od rana uczę się przepisów jazdy (zaskoczyło mnie to, że tak mało wiem...po skończonym przecież kursie
Waga: 58,4 kg
Nie chciało mi się wychodzić na trening, ale jak już zaczęłam biegać to okazało się, że czuję "powera". Mały nie przeszkadzał.
90 minut- 14,7 km.
I chciało mi się jeszcze!!!
Śniadanie: kawa zbożowa plus siemię lniane oraz jogurt naturalny, 125g sera białego
Obiad: 5 dużych kotletów sojowych, gruszka, pierniczki alpejskie
kolacja: śledzik (mniam
)
Pn, 23 listopada 2009, 09:27
Zaczęłam uczyć się do egzaminu na prawko. Nie chce mi się przeokropnie.
Pogoda znowu jakby gorsza...
Waga: 58,2 kg
Joga. Beznadziejnie poprowadzona niestety. Nuda.
Z pozytywnych rzeczy- zakup zielonej farby do sypialni. W środę zacznę malować, czyli to co tygrysy lubią... 
Kolejny brzydki dzień. Niby ciepło, niby nie pada, niby wiatr poniżej 100km/h, ale tak naprawdę nieprzyjemnie, siąpi z nieba, wieje przeokrutnie.
Zdałam teorię. Mam teraz pół roku, żeby uporać się z praktyką (ale ja chcę jeszcze w tym roku!!)
Waga: 58,5 kg
Wczoraj nic nie robiłam. Ale dziś było pracowicie. Nalatałam się po schodach nosząc różne zbędne rzeczy do piwnicy, co to mamy ją na strychu (3 piętra wyżej), zaczęłam malować, wieszałam firanki, prałam. No i zrobiłam trening: 12,5 km w 80 minut.
Dziś prawie same zachcianki
Słodkie i kaloryczne.
Ciepło. Mogę swobodnie malować przy otwartym oknie. Niestety nie jest tak łatwo z intensywnym kolorem. Nie jest też łatwo malować, gdy jest się w ciąży...Do tego praktycznie brak oświetlenia naturalnego.
Waga: 58,2 kg
Maluję.
W dalszym ciągu maluję. Sypialnia zaczyna wyglądać przyjemnie
Kolor szczypiorkowy...intensywny.
Przeczytałam "Pamiętam jak biegłem". Powieść typowo amerykańska, ale "wciągająca". Lekka, łatwa i przyjemna, choć skłaniająca do refleksji. Po "Gomorze" to przyjemna odmiana.
Waga: 58,6 kg
Od malowania porobiły mi się pęcherze na dłoniach...i bolą mięśnie
nóg...
Trening: 13 km w 82 minuty.
Strasznie mi się nie chciało wyjść, ale jak już zaczęłam biec, to okazało się to wielką przyjemnością
Czuje się fatalnie. Kuruje się sokiem żurawinowym i malinowym z cytryną. A rano nic nie zapowiadało, że będzie tak źle. Wstałam wcześnie, niewyspana, z lekkim bólem głowy. Mimo to dotarłam na jogę. Potem wzięłam się za pędzel (a raczej wałek) i zmogło mnie :C
Waga: 58,5 kg
Joga dla kobiet w ciąży.
Dziś zakończenie GP Kabat (jej, jak ja dawno nie ścigałam się!!!)
Waga: 58,9kg
14 km w 85 minut.
Bardzo dobre samopoczucie (co dziwi po wczorajszym dniu...)
Minął piąty miesiąc (+/-)
176,5 km
+ 1 kg (łącznie + 6 kg)
Samopoczucie znacznie na plus
A dziś:
29 listopada, niedziela
Dzień niezwykle pracowity. Pobudka skoro świt i wyprawa na bazarek na Kole (zwieńczona sukcesem- mamy stół
będziemy jeść jak ludzie ).
Potem kończenie malowania, zakupy- firanki, krzesła i różne takie...Wreszcie wieszanie firanek, podcinanie, podszywanie, etc.
Waga: 58,6 kg
10 km w 62 minuty. Na więcej nie miałam siły (i czasu).
