Wt, 15 marca 2011, 11:34
14 marca, poniedziałek
Ciężki dzień. Mogłam odpuścić bieganie. Tymczasem po kilku kilometrach musiałam wracać, bo poczułam się słabo.
7 km. Wolno, późno, źle:(
Pranie, sprzątanie i takie tam domowe czynności, które u mnie zawsze zalegają...czekając lepszych czasów.
Przed jedneastą wybiegłam z plecakiem na Kabaty (3,5 km człapania- choć wcale nie tak wolno, nieco tylko ponad pięć minut na kilometr).
Start.
Ciężkie nogi; zupełny brak świeżości. Osoby z którymi chciałam biec (w tym Max i Sylwek) wypróły na pierwszym kilometrze, a ja spokojnie biegłam swoje. Byłam przekonana, że złamię 37 minut, bo nastawiałm się na finisz, ale...ostatnia 400 metrowa prosta była błotnym bajorem z dryfującą krą. Nie dało się nie zwolnić.
Jest Kabacka życiówka- 37:04 , poprzednia poprawiona o prawie pół minuty.
Wyprzedziłam Maxa o sekundę, choć na piątym kilometrze wydawało mi się, że nigdy go nie dogonię...
Biegło mi się ciężko, błoto dawało się zmęczonym mięśniom we znaki.
Wydolnościowo bez problemów, ale to tylko dycha.
Powrót- 3,5 km
Łącznie 17 km
Z Małym i babcią do Łodzi.
TYDZIEŃ 6'/2011
Liczba treningów: 6 (w tym dwa mocne i jeden dość mocny)
Liczba startów:1 - kabacka życiówka na 10km
Kilometraż: 95,5 km
Przerwa dwuminutowa - wystarczająca.
Tempo komfortowe.
Energetycznie.
W sobotę w planach start na Kabatach, a potem wyjazd do Łodzi. Odpuszczę jednak zawody, jeżeli będzie taka ślizgawka jak teraz. Nie ma co ryzykować. Liczę jednak, że się poprawi.
Poza tym rozpiera mnie energia
Byle do wiosny!!!
Trochę żałuję, że nie byłam w Radomiu, bo w okolicach 36 było z kim biec...No ale wszystko przede mną
Byle Szkrab był zdrowy.
Biegło mi się lekko, choć w stabilnych, dość ciężkich trailówkach (przynajmniej się nie ślizgałam
).
No ale plany ambitne na najbliższe tygodnie... aż nie chcę zapeszać, bo nie mam szczęścia do zdrowia w tym roku
Ale spokojnie robię swoje. Forma ma przyjść na koniec kwietnia/początek maja i tego się trzymam.
Przez szkołę mam trochę ograniczone możliwości startowe, z drugiej strony może to i lepiej...
naprawdę się tego nie spodziewałam!!
40:32 (tyle zobaczyłam przebiegając linię mety). 