So, 3 lipca 2010, 08:26
2 lipca, piątek
6 km, tempo 5,0
Niesamowity dzień. Nogi same niosły. I to nie tylko mnie- Maciek biegał dziś przez półtorej godziny, co nie zdarzyło mu się chyba od roku
Zaczynam trenować. Mam nadzieję, że się uda
Cel to maraton na jesieni. I życiówka na 5 km. Cele mogą wydawać się trochę sprzeczne, ale tak naprawdę moja koncepcja jest spójna. Poprawić szybkość i na tej bazie pobiec maraton. Jedyny problem to znalezienie "piątki" we wrześniu...może ktoś wie, gdzie takową (atestowaną) spotkać?
14,7 km 1:08:37, średnia prędkość: 4,40 min/km
1 km- 5,13 min/km
6 km wolnego BC2, a może szybkiego BC1- 4,46/4,42/4,39/4,42/4,39/4,36
10 x 1 min/1min (tempo minutówek to 3,40-3,50min/km) - 4,28/4,19/4,35/4,31/4,33
3 km BC1- 4,53/4,50/4,41
Nie byłam zmęczona. Fajny trening- taki jak lubię
Mój plan jeszcze nie jest do końca stworzony, ale koncepcja już się rysuje. Chciałabym, żeby kilometraż wzrósł do 300km miesięcznie.
6,5 km o 22 wieczorem. Prędkość 5,12min/km
Mały był dzisiaj szczepiony. Ważył 5910g.
W nocy po raz pierwszy płakał .
Podsumuję cały trymestr. 3 miesiące dochodzenia do siebie i bezładnego treningu.
KWIECIEŃ 109 km 17 treningów biegowych
MAJ 241 km 23 treningi
CZERWIEC 195 km 23 treningi
4 starty, w tym jeden mocny- 5 km czas: 19,11
Waga: 50 kg +/-0,5 kg (ustabilizowała się)
Rano 2,5 km na bieżni elektrycznej oraz aerobik z maluszkiem. Bartuś był grzeczny przez pierwsze 30 minut, a potem tradycyjnie znudziło mu się...
Wieczorem 12 km po 5,09 min/km
Nie fajnie jest w lesie wieczorem
ludzi też niewiele, raczej rowerzyści niż biegacze.
Nie czuję się teraz najlepiej- jakoś forma spadła
pewnie to chwilowe załamanie.
, teraz śpi 8-9 godzin.
Martwią mnie nadchodzące upały...lubię ciepło, ale nie tak ekstremalne. Lubię upał, gdy jestem nad wodą. W mieście
!!!Obiecuję sobie dzisiaj rozpisać trening na wakacje. Już pora wziąć się za siebie!!!
W południe spędziliśmy z Maćkiem i Bartusiem kilka godzin na spacerze. Niestety okazało się, że na Kabatach komary nie dają żyć (a Mały i tak jest już pokąsany), dlatego poszliśmy eksplorować tereny Jeziorek. Piękne okolice, pola (zastanawiam się nad ekonomicznym sensem istnienia hodowli cebuli w Warszawie...) i jeziorka czy też stawy.
Wieczorem 10,6 km
Nogi jeszcze zmęczone- co ciekawe szybciej biegło mi się po grząskim gruncie niż po asfalcie. Średnia prędkość 5,22 min/km.
27 czerwca, niedziela
Rano wybraliśmy się na konie. Obawiałam się tej jazdy, bo uda cały czas pobolewały. Poza tym dawno nie jeździłam...Na szczęście nie taki diabeł straszny. Początek rzeczywiście nieciekawy w moim wykonaniu, ale potem już poszło. Pamięć mięśniowa robi swoje. Jeszcze kilka jazd i będzie dobrze. Ważne żebym w sierpniu czuła się już pewnie, bo zamierzamy sobie po górach pobrykać na konikach.
Wieczorem biegałam w miarę normalnie (jeszcze mięśnie nie zaczęły boleć. Ale cztery litery mam obite). 11,26 km Średnia prędkość 5,14 km. W tym 6 dłuższych, swobodnych przebieżek.
9,16 km
Ledwo...ledwo...mięśnie bolały mnie jak po maratonie...oj, dawno tak źle ze mną nie było...
Muszę się rozgrzewać przed startami! i robić rozbiegania po! Niestety we wtorek dosłownie 2 minuty przed startem okazało się, że uda mi się pobiec. Czasu starczyło jedynie na przebranie.
Średnia prędkość 5,25 min/km. Człap, człap, człap. W trakcie ledwo-przebieżki. Chyba sztuk sześć po 30 metrów.
Mam obolałe ciężkie uda i jestem jakaś połamana, powykręcana. No i śpiąca (uroki bycia meteopatą).
Uśmiechał
Po powrocie do domu pomyślałam, że może odwiedzę GP Warszawy, przywitam się... Zapakowałam Małego do samochodu...Z drugiej strony- pomyślałam- skoro już jadę to może wezmę buty do biegania. I strój. A nóż się uda kogoś sensownego i chętnego do popilnowania Dzidziaka zatrudnić...
Udało się
Pobiegłam (znowu za szybko zaczęłam, potem starałam się zwolnić do 4,15, ale wyszło nierówno i bez jakiegoś większego sensu). 10,3 km na Siekierkach - 42,52. Wg Garmina na 10 km- 41 z hakiem.
Miejsce drugie.
Trasa niefajna
Pozdrawiam.
Łącznie 12 km (z dobiegami "z" i "do" domu) 