Maraton dla przyjemności

Mam nadzieję, że nie wkurzę nikogo za bardzo tym wpisem. Będzie o tym, że bieganie maratonów może sprawiać frajdę;) postrzeganą jako nieco za krótka zabawa w bieganie 🙂 Ale do brzegu. Jeszcze rok temu ledwo biegałam. Dopiero wychodziłam z ciągnącej się miesiącami kontuzji ścięgna Achillesa. W tym miejscu wielkie podzięki dla doktora Domżalskiego i fizjoterapeuty Szczepana Figata. Trafiłam w najlepsze ręce. Szkoda, że nie od razu. W kwietniu 2015 ledwo złamałam 39 minut na dychę. Było ciężko. Dlatego maraton wykluczyłam już na początku i postanowiłam wystartować w zabawie biegowej Wings For Life (naprawdę tak traktowałam ten bieg na początku, nie wiedziałam, że jest jakakolwiek nagroda, sądziłam, że chodzi tylko o cel charytatywny i dobrą zabawę). Udało mi się wygrać (jak wiecie po ciężkich przejściach), ale wygrałam nie tylko bieg, nie tylko podróż do Australii, przede wszystkim na nowo narodziłam się jako biegaczka. Postanowiłam spróbować swoich sił w biegach ultra (w końcu 10 lat temu od dystansu 100km zaczęło się moje bieganie;). Zdobyłam v-ce Mistrzostwo Polski w Ultramaratonie Górskim, wygrałam nieoficjalne Mistrzostwa Polski w biegu na 100k. I wtedy zapragnęłam wrócić do ścigania się. Zamieściłam krótkie ogłoszenie na FB. Było trochę zgłoszeń, ale najbardziej po drodze stał mi Hubert Duklanowski. Trener, który naprawdę oddał się trenowaniu ludzi. Nie robi tego przy okazji swojego biegania. Choć biega, i to jak! Od grudnia minęły ledwie 4 miesiące, a ja już czuję się zupełnie kimś innym. I nie chodzi tylko o nowe rekordy (35,08 na 10km, 1:16 na 21km, czy wreszcie 2,43,57 w maratonie), polubiłam bieganie szybkie. Lub nazwę to inaczej – przestałam się bać jednostek treningowych, które omijałam z daleka (no bo jak brzmi 30 x 300m??? – jakaś maskrejszyn totalna…). W minioną niedzielę 10 kwietnia miałam okazję wystartować w Maratonie Rzymskim. Najatrakcyjniejszy turystycznie maraton w Europie. Przebiega się obok ponad 80!!!! atrakcji. Roma_1 I to tyle bajki. Poza tym są zakręty i górki. I jest za ciepło 🙂 Czyli wszystko czego nie lubię w jednym. Dlaczego zatem taka decyzja? Prozaicznie... nigdy wcześniej nie byłam w Wiecznym Mieście... A ja lubię łączyć turystykę z bieganiem... I lubię wyzwania, sczególnie gdy imprezę docelową mam jeszcze przed soba 🙂 znaczy się Wings For Life w Australii 🙂 Nie oznacza to, że do biegu podeszłam niepoważnie. Okres przygotowawczy przebiegł dobrze, byłam nieco przemęczona pracą (taki czas w mojej branży, że często trzeba pracować znacznie ponad normę), niedospana, ale poza tym OK. Jak na moej normy rzecz jasna (ale przy 2-ce dzieciaków normy się zmieniaja;) wytrzymałość też 😀 Maratony nigdy mnie nie przerażały. Mam ich na koncie (tych z atestem na sfalcie) tylko 7, ale każdy kolejny to nowa życiówka. Zaczęłam w 2004 roku od 3,27. Teraz było 2,43... ale wiem, że mogę jeszcze dużo urwać. I w tym jest piękno biegania - metryka nie liczy się tak bardzo. Co skutecznie potwierdzają coraz starsi zawodnicy z nowymi życiówkami. Tylko... trzeba to kochać. Byłam gotowa na bieg poniżej 2,40. Ale na pewno nie na tej trasie. Nie samotnie przy takim wietrze. Na szczęście trener + rozsądek = bieg na miarę  możliwości danego dnia na określonej trasie. To naprawdę tylko matematyka plus samorozsądek. Tak bym to określiła. Nie miałam "dnia konia". Wręcz przeciwnie, od początku, nie czułam się za dobrze. Ale swoje zrobić chiałam. Problem w tym, że na Rzymskiej trasie strasznie trudno trzymać tempo. Cały czas jest góra-dół. I nawet jeżeli nie są to góry,  a jedynie pagórki to można się w tym pogubić. Inna sprawa, że tyłek i czwórki dostają w kość. No ale to miałam wliczone w strategię. Chciałam pierwszą połowę pobiec ok. 2 minuty szybciej od drugiej. Wyszło 1:20:23 vs. 1:23:30. Nie przewidziałam, że ocieplać będzie się tak szybko i że wilgotnośc powyżej 75% zrobi swoje. Oczywiście jestem zadowolona. 5 miejsce!!! Od 10 km pokonane 8 zawodniczek. Gdy przybiegłam na męte od razu musiałam zgłosić się na kontrole antydopingową. I to było dość zabawne. Wydawało m się, że wysikanie 150ml zajmie chwilę. Nic z tego, spędziłam tam 2,5h!!! Bez męża (bo komórki nie miałam przy sobie), bez stroju na zmianę jak elita. Za to wmuszajac w siebie 2 litry wody.... To było chyba gorsze niż sam bieg... który naprawdę był dość przyjemny (tylko cos krótki). Mąż nastepnym razem chce być moim" menagera di top atleta" - hmmmm.... czy to dobry wybór???;) A teraz... kolejne starty! Już się nie moge doczekać!  

Waga startowa… idealna waga osobista!

Nie będzie o odżywianiu. Tematem, który chcę wziąć na tapetę jest tak zwana "waga startowa". Rozważania traktujcie jako osobistą obserwację. Nie porywam się na bycie ekspertem w tej dziedzinie. Ale swoje wiem i... znacząco różni się to od powszechnie panujących opinii. Co skłoniło mnie do popełnienia tego wpisu? Raczej kto... Zainspirowały mnie trzy wyraziste postaci, świetni biegacze: Ewa Swoboda, Bartek Olszewski i Kamil Leśniak. Mam nadzieję, że wiecie o kim mówię;) Ewa nie przypomina swoją sylwetką statystycznej sprinterki z super widoczną, potężną muskulaturą. Jej ciało wygląda jakby była typową nastolatką, a nie jedną z najszybszych kobiet na świecie! Nie mieszczenie się w jakiś ogólnie przyjętych ramach nie sprawia, że oczy nie cieszą się na jej widok! Ogląda się ją wspaniale, a prędkości jakie jest w stanie rozwijać są niesamowite. Czy zmiana parametrów/większe umięśnienie sprawi, że będzie jeszcze szybsza? Bartek Olszewski - warszawskibiegacz.pl - ostatnio dużo pisze i mówi o zrzucaniu wagi przed sezonem startowym. Jak się okazuje, Bartek coraz bardziej jest zdania, że nadmierne koncentrowanie się nad wagą, zakłóca jego trening. Jego ciało mimowolnie broni się przed obniżeniem wagi. A mimo to Bartek biega coraz szybciej, coraz dalej. Jeżeli chce biegać daaaleeko, to na pewno kilka kilogramów musi mieć w zapasie. Kamil Leśniak... W tym miejscu mam problem, co napisać. Kamil przypakował ostatnimi czasy. Specjalnie! Podjął decyzję, że musi być silniejszym, by zdobyć miano najlepszego ultramaratończyka. Kenijska budowa nie służy na ultra-dystansach. Czy Młodemu to pomoże? Zobaczymy, na pewno kibicujemy. Po co ten wstęp? Chciałam zwrócić uwagę, że "idealna waga startowa" nie istnieje. Naprawdę śmiać mi się chce z http://www.runningforfitness.org/calc/diet/weighteffect . Przecież każdy z nas ma inną budowę. Inną idealną wage startową. Jak w ogóle można generalizować? Słysząc rozmowy młodych zawodników, że zrzucenie 2-3 kilogramów to jedyne, co powstrzymuje ich przed osiągnięciem wymarzonego rezultatu, załamuję ręcę. Ile to razy pogoń za obniżeniem masy kończyła się totalnym wyczerpaniem i pogorszeniem wyników! Szczególnie w okresie bezpośrednio poprzedzającym starty, nie warto robić tego sztucznie. I żeby było jasne - nie piszę, że waga nie ma znaczenia. Ma! Ale nie da się jej wyliczyć za pomocą ogólnych kalkulatorów. Przyglądając się sylwetkom najszybszych maratonek (choć tu zdawałoby się, najłatwiej określić pożądaną budowę), warto zwrócić uwagę, jak różni się wysoka Paula Radcliff, Japonki z "nietyczkowatymi" nogami od przeciętnej Kenijki. W biegach ultra ta dysproporcja jest jeszcze większa. Zarówno u pań, jaki u panów widzimy sylwetki atletyczne i chudzinki. Zatem nie walczmy z tym, co nam dano. Starajmy się określić, co dla nas jest najlepsze. Często nie będzie to zgodne ze "statystykami". Nie zawsze wzrost muskulatury zadziała (oj! tutaj wiele przykładów 800 metrowców, którzy po zbudowaniu masy, nigdy już nie biegali tak szybko, jak gdy wyglądali "zbyt mizernie"). Spadek masy nie gwarantuje lepszych rezultatów. Te uzależnione są głównie od treningu. Teraz o mnie. Częto słyszę, że to niemożliwe, że ważę ponad  50kg, na pewno niewiele więcej niż 40. Mięśnie ważą. Do maratonu pewnie potrzebuję ich mniej, ale już ultrabiegi wymagają siły całego ciała. Gdybym miała trzymać się tabelek, powinnam ważyć 4 kilogramy mniej. Tyle tylko, że nie jestem Kenijką. Nie zrobicie ze mnie Kenijki 😉 Ponoć najbliżej mi do figury japońskich biegaczek. I tego będę się trzymać.cropped-Adidas-6.jpg Mistrzostwa Europy w towerruning Powodzenia na startach 😀 Nie wierzcie kalkulatorom;)   PS. Wyjaśniam: nie popieram otłuszczenia, nie zachęcam do bycia grubym;) Po prostu więcej treningu, mniej skupiania się na wadze 😀

Dajemy radę. Jak? Marzenia są do spełniania…

Jak ja to robię? Ile poświęcenia z mojej strony? Co na to rodzina? Coraz więcej takich pytań kierowanych jest bezpośrednio do mnie lub słyszę w "kuluarach", że takowe rozważania mają miejsce. Moja odpowiedź jest bardzo prosta: wierzę w sukces, chcę być najbardziej wszechstronną biegaczką w Polsce, a może i na świecie, kocham biegać i nie wyobrażam sobie życia bez biegania. Nikt mnie nie przymusza, nie czuję presji. Nie widzę problemu we wstawaniu o 5 rano i wykonywaniu (zanim domownicy na dobre się przebudzą) treningu. Potem zawożę dzieciaki do przedszkola i udaję się do pracy. Trochę gorzej jest zimą, ale staram się jakoś radzić sobie. Po pracy, a zatem dość standardowym 8h w korpo - choć tutaj muszę nadmienić: uwielbiam moją pracę!! Kiiedy kilka lat temu podjęłam decyzję, że jednak nie zostanę dyplomatą (hahaha -  jestem po historii/stosunki międzynarodowe i europeistyce), a chce pracować w branży związanej ze sportem, praca jest przyjmnością. A od kiedy mam dzieci, jeszcze większą ;0:D Po pracy czas dla dzieciaków. I dla domu, choć przyznam bez bicia, że dom cierpi. Porządki stanowią priorytet numer 15. Ma być czysto, ale już  z ładem jest problem. Nie ma natomiast problemu z gotowaniem. To uwielbiam, choc mąż czasami prosi, bym nie eksperymetowała... ale rzadko zdarza się, że myśli iż chciałam go otruć... Poza tym są wyjazdy. I tu największe podziękowania dla mojego męża, choć babciom też należą się wielkie dzięki - uczciwie przyznam, że bez pomocy byłoby trudno. Ale nie wiedzę problemu w tym, żeby o taką występować. Nie mam czasu na kosmetyczkę (frezarkę i lampę do żeli kupiłam sobie do domu i manicure/pedicure wykonuję jakoś przy okazji sama) i fryzjera, ale na bieganie TAK. Kocham to. I chcę być najlepsza. Coraz lepsza. Wierzę, że trening czyni mistrza. A dobry trener jest na wage złota. Od grudnia dopiero ktoś, a nie ja sama, zajmuje się moim treniniem. Hubert Duklanowski, dzięki! I polecam, gdyby ktoś szukał naprawdę dobrego coacha! PS. przepis na sukces? Nie przejmować się hejtem, akceptować zdanie innych, ale robić swoje! *****schody4 Jak wygląda 2016 rok? Na razie: 15km -55,35 (to był trening, narastająca prędkość) Półmaraton -  1:16:57 (miało być lepiej, ale nie mój dzień, choć walczyłam) 6 miejsce w ME w Towerruning 1 miejsce w TUT (65Km), druga open. Mistrzostwa Mazowsza w Przełajach - 1mce (2,5 km)   Dziasiaj razem z Bartusiem (lat 6) w radio.  IMG_2552

TUT – ultra w wersji light? POLECAM

Trójmiesjki Ultra Track - edycja zimowa 13.02.2016 - bieg, który chciałabym polecić wszystkim, którzy pragną rozpocząć swoją przygodę z biegami ultra oraz tym, którzy lubią SZYBKO i DŁUGO biegać! Nie ma tam bardzo stromych podbiegów (poza ostatnimi 5km!!!), choć płaskiego też nie uświadczysz. Łagodne góra-dół na przestrzeni 65 km. Bieg kameralny (jak ja kocham takie biegi!!!), stworzony przez ludzi z pasją. Nie ma komercji, brak "wypasu" - nawet kubeczek trzeba nieść ze sobą w plecaku, śmieci zbierać do kieszeni, a punkty odżywcze są tylko 3. CUDNIE. W końcu mówimy o ultra. Miałam napisać więcej o moich perypetiach na TUT, ale zmieszczę się w kilku zdaniach. Wystarczy 🙂 Po biegu zadzwoniłam do męża z pretensjami "miałeś czekać na mecie! czemu Cię nie ma???" Mąż: "Miałaś dobiec godzinę później. Która byłaś? Wygrałaś?" Ja: "Druga..." Mąż: "Jak to?" Ja: "Druga OPEN... super szybki Litwin Gediminas dobiegł pierwszy;)" IMG_0792 12743594_1749642165270934_6914879631399350963_n FullSizeRender (4)FullSizeRender (2)  

Podsumowanie dobrego 2015 – nowe wyzwania na 2016!

Udany rok. Tak w skrócie mogę podsumować ostatnie 12 miesięcy. Po bardzo ciężkim dla mnie 2014, kiedy to przez 8 miesięcy zmagałam się z kontuzją, przechodziłam ciężki okres w pracy, a dzieci dodawały swoje pięć groszy, nie miałam wielkich planów na 2015. Bałam się zaplanować sobie trening, wiedząc, że kontuzje mogą się odnowić. Postanowiłam zatem skupić się na rozbieganiach i gimnastyce siłowej. Potem dodałam jeszcze spinning (intensywna jazda z "biegami" na rowerze stacjonarnym). Forma rosła bardzo powoli. Ale nie czułam presji, szybko zrezygnowałam z planów maratońskich, wiedząc, że muszę odbudować bazę, by potem na tym, co wytrenuję poprzez spokojne treningi, budować formę na poważne starty w 2016. Jako docelową imprezę wybrałam Wings For Life. Dlaczego? Wiedziałam, że nie będzie tam presji wyniku, na pewno czeka mnie fajna zabawa, a cel jest poważny. http://www.wingsforlifeworldrun.com/pl/pl/o-biegu/o-biegu/11182023_891430357585668_2692852315661139676_n Udało się zwyciężyć! Pomimo perturbacji żołądkowych, ciągłego schodzenia z trasy... Ta wygrana dodała mi skrzydeł. Wtedy postanowiłam (sobie, nie chwaląc się tym za bardzo), że zostanę ultraską. Przebiegnę 100 km po górach i po płaskim. Wzięłąm się do pracy. Niestety wychowując dwójkę przedszkolaków i pracując na pełen etat, nie da się biegać tak, jak by się chciało. Muszę układać trening dostosowując go do możliwości czasowych. Wynika z tego, że większość tygodniowej aktywności przypada na weekend. W każdą sobotę i niedzielę starałam się biegać 90-100 minut i tyle samo czasu spędzić na rowerku spinningowym. Dodając do tego ćwiczenia ogólnorozwojowe miałam po 4 godziny zajęć sportowych w sobotę, a w niedzielę była powtórka;) Pozostałe dni przeznaczałam na regeneracyjne biegi od 5 do 14km. Najczęściej rano, przed pracą (zanim dzieci wstały, choć to nie łatwe, bo moje milusińskie lubią być wcześnie na nogach). Do tego doszły starty kontrolne (TUT w lipcu - 64 km cross w Trójmieście, Spartan Race i Bieg na Wielką Sowę) oraz 2 tygodnie wakacji w górach. Stacjonowaliśmy w Lądku Zdroju - a ja biegałam na nakładającym się zmęczeniu od 16 do nawet 52 km. 11 września wystarowałam w Mistrzostwach Polskiw Ultramaratonie (100km po b7d11górach w ramach Festiwalu Biegowego). Na start dotarłam bezpośrednio po wyjeździe integracyjnym, co nie ułatwiało sprawy. Mimo to udało się zdobyć srebro (gubiąc się po drodze i biegnąc bez czołówki). Ale tylu endorfin nie b7d9doświadczyłam już dawno! To były fantastyczne zawody oraz kolejne doświadczenie. Cenne doświadczenie.   Następnie bez problemów już wygrałam Ultramaraton Karkonoski. Zdecydowałam się też zaatakować uliczną setkę. 100 kilometrów po asfalcie to zupełnie inne bieganie niż to, czego do tej pory zaznałam. Należałoby utrzymywać w miarę stałe tempo przez cały dystans. Mnie udało się to tylko do 7o km. Potem "doczłapałam" do mety, bijąc rekord Polski i osiągając czas 8:01. Wspomnę tylko, że biegłam ze złamanym żebrem - po niefortunnym upadku na 5km (nadziałam się na metalowy pachołek). W listopadzie leczyłam żebro, a wgrudniu przystąpiłam do mocnego treningu. 470km w miesiącu to mój rekord;) Do tego kilka godzin gimnastyki i spinning).fotAdrianKrawczyk_039_IMG_6532 W 2016 chciałabym....    

Nieformalne obozy biegowe 2015

Zapraszam Was do wzięcia udziału w 2 nieformalnych obozach biegowych lato 2015. Nieformalne, bo nie pobieram żadnej opłaty z tytułu udziału, oferuję natomiast wspólne bieganie, pomoc w ułożeniu planów treningowych i miłe (jak sądzę) towarzystwo. wysowa 27.06-04.07 - Stręgielek (Mazury, 270 km od Warszawy), ośrodek Omega. http://omega.mazury.pl/ Oferta bardzo LOW COSTOWA. Będę ja z dzieciakami i Edyta Organek (trenerka bbl z Giżycka) ze swoimi chłopakami. Koszt osoby w domku to 50zł, wyżywienie całodzienne 40zł. Oczywiście każdy rezerwuje na własną rękę. 15.08-30.08 - Lądek Zdrój, http://www.willamarianna.pl/ Oczywiście ja z mężem i dzieciakami. Zamierzam ostro prygotowywać się do 100km. I odpocząć 🙂 Capture Zapraszam!

Zwycięstwo w Wings For Live… nie takie oczywiste

Wygrałam. Tak wygrałam. Biegłam prawie 3h i 8 minut, prawie maraton. Prawie... a tak naprawdę ponad 43 km... do tego ładnych kilka minut spędzonych w toytoy'kach i przydrożnych lasach. Krępujące, ale prawdziwe. Poniżej historia mojej walki ze sobą, z upałem, a przede wszystkim z żołądkiem. Nie będzie to opis piękngo sukcesu... jakby to wynikało ze zdjęcia... csm_GF2R9798_kopiuj_11ffd6fa9a Do Poznania przyjechaliśmy już w czwartek. Tylko ja z mężem, bo nasz starszy syn, którego chcieliśmy zabrać, w ostatnim momencie stwierdził, że zostaje z babcią. Babcia nie do końca się ucieszyła, ale wnukowi odmówić nie mogła... Spaliśmy nad jeziorem Strzeszyn, w najładniejszej (moim zdaniem) części Poznania. Biegaliśmy , spacerowaliśmy, graliśmy w golfa, piliśmy piwo i jedliśmy. Niestety... Nie to, żebym jedzenie uważała za coś niefajnego, ale niestety zbytnie pofolgowanie sobie przed biegiem przypłaciłam podczas wyścigu. Krewetki i ryba z grilla z tajemniczym sosem nie należą do bezpiecznego menu. W dzień biegu przywitał nas śpiew ptaków i piękne słońce, chyba za piękne bo temperatura rosła z każdą godziną. Mimo to, byłam dobrej myśli, sądziłam, że 45km na pewno pokonam, a i 50 jest na pewno w zasięgu. Start był z Malty, na którą przybyliśmy niewiele przed wystrzałem. Byłam dobrej myśli. Zaczęłam spokojnie, rozsądnie - 4,20, 4,15 min/km. To dla mnie komfortowe tempo, tak biegałam na treningach 25-30km. Biegło się rewelacyjnie.worldrun1 Dość szybko dogoniłam moich warszawskich kolegów (i nie tylko) i doś liczną grupą w wesołych nastrojach pokonywaliśmy kolejne kilometry. Nie skłamię pisząc, że biegło mi się rewelacyjnie. Niestety od 10-tego kilometra czułam, że coś nie tak dzieje się w moim żołądku. Coś bardzo nie tak. Mimo to kontynuowałam komfortowy bieg. Na 21 km mieliśmy czas 1,30 - czyli wszystko przebiegało perfekcyjnie... aż do 26 kilometra. Wtedy nagle pognałam do pobliskiego lasu. Bez szczegółów. 11092097_862861707116921_7889654818479213930_n To był pierwszy z niezaplanowanych przystanków. Potem było jeszcze 6 kolejnych, a mimo to nie poddawałam się. Za każdym razem udawało mi się powrócić na trasę i utrzymywać założoną prędkość. Byłam strasznie zawstydzona zaistniałą sytuacją, ale co mogłam zrobić? Zejście z trasy nie wchodziło w grę! To był przecież mój dzień, byłam na czele! Wings_for_Life_World_Run_Dominika_Stelmach_fot___ukasz_Nazdraczew__7_ Ostatecznie meta minęła mnie na 41km 850m, zajęło mi to prawie 3h i 8 minut. Dałam radę. Dałam radę! Niedosyt pozostał, ale... dałam z siebie naprawdę wszystko. W autobusie zasłabłam, także podłączono mnie pod kroplówkę i przetransportowano karetką na start. Tam doratowano mnie do końca i mogłam celebrować zwycięstwo. To była walka do końca. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie na trasie, ratownikom i mojemu mężowi. 11182023_891430357585668_2692852315661139676_n   http://tvnmeteo.tvn24.pl/wideo/zwyciezcy-polskiej-edycji-biegu-wings-for-life-w-studio-active,1,1,1419491.html

szkolenie adidas running

  Strasznie czekałam na koniec lutego. Bynajmniej nie dlatego, że jak dziecko domagałam się prezentów urodzinowych. 28 lutego (w dzień urodzin) miałam po raz pierwszy pojechać zimą nad morze! ach, morze zimą... marzyło mi się od dawna. Morze było. Zimy niestety nie zastałam 🙁 sopot3Mogłam natomiast wziąć udział w fantastycnym szkoleniu adidas running. Mogłam też po raz pierwszy pobiec w najlepszych butach, jakie zdarzyło mi się dotychczas testować - adidas ultraboost! bost Dla osoby, która długo męczyła się z zapaleniem achillesa, ten but to wybawienie! Nigdy więcej wycinania zapiętków - ultraboost pozwala ścięgnu pracować, jednocześnie nie powodując jego ucisku. A pianka? Jest niezwykle dynamiczna - prędkość od razu wrasta o kilka procent. Serio! (bo nie sądzę, żeby to był efekt placebo). Po prostu 100% boosta w booście. Do tego jest ładny. Śmiem powiedzieć, że bardzo ładny. Ale wracając do morza... W Sopocie miałam okazję poprowadzić trening biegowy. Osoby, które były chyba nie żałują;) DSC_7076aszSzczególnie, że po bieganiu, poćwiczyliśmy i pomorsowaliśmy 🙂   A później czekały nas kolejne przyjemności 🙂 aaaI niestety szybki powrót do codzienności. Choć, przy wiosennej aurze... jest całkiem znośnie !

w bieganiu liczy się satysfakcja – z dedykacją dla kobiet

  Nie znoszę pytań "czemu biegam?", "co mnie motywuje?". Biegam, bo nie potrafię inaczej żyć. Jestem uzależniona od wysiłku fizycznego, od endorfin, które po biegu sprawiają, że banan przez dłuższy czas nie schodzi mi z twarzy. A gdy nie mogę biegać, czegoś brakuje, czegoś bardzo istotnego - i zaburzona zostaje równowaga. Bieganie daje niesamowitą satysfakcję na wielu poziomach. Każdy może czerpać z tej aktywności inne korzyści.  Niezwykłe jet to, że tak wiele osób, które przez lata wzbraniały się przed wysiłkiem fizycznym, a już przed joggingiem w szczególności, nagle odkrywa, że bieganie jest przyjemne. To nie pot i łzy (oczywiście w tym wydaniu też może występować). To PRZYJEMNOŚĆ. Jak cudownie jest wyglądać fit, czuć się dobrze we własnej skórze, wiedzieć że jest się sprawnym 🙂 Jak wspaniale być kobietą-biegaczką! I nie chodzi tylko o kolejny powód, by w szafie mieć kilka ciuchów więcej;) Gdy biegnę, wiem że jestem silna, poradzę sobie z tym wszystkim, co przed bieganiem wydawało się trudne. _Q6C9390-Edit Bieganie jest piękne ! Z okazji DNIA KOBIET życzę wszystkim paniom, by miały okazję to piękno odkryć 🙂 _Q6C9394-Edit

wiek chrystusowy, czyli dojrzałość pożądana…

jak co roku, nadchodzi taki dzień.... URODZINY! do pewnego momentu wyczekiwane, potem akceptowane, a później... później, zobaczymy. na razie akceptuję fakt swoich urodzin 🙂 dla kobiet to ponoć najlepszy okres w życiu - i tak do tego podchodzę: jestem piękna, młoda, wysportowana i szczęśliwa 🙂 🙂 przeraża mnie tylko fakt, że według metryczki powinnam być już taka poważa, stateczna... przecież nasi rodzice i dziadkowie tacy byli! a my, trzydziestoparolatkowie fruwamy w chmurach, nie boimy się zachowywać jak dzieci... choć mamy już swoje latorośle. ale to jest wspaniałe w naszych czasach - możemy być kim chcemy, mamy prawo do bycia sobą - trzeba tylko walczyć o swoje! ach, urodziny... z tej okazji lecę pobiegać, bo każda okazja do biegania jest dobra 😀 oczywiście, nie zabraknie świętowania:) sesja1